Czy ktoś też tak ma? Rok temu dosłownie coś "strzeliło mi w głowie", wajcha się przestawiła i nagle przestałem szukać, chcieć z kimś być. Czasami czytając tag mam jakieś feelsy, ale co ciekawe gdy odstawiam tag i wychodzę na ulicę, idę do pracy, rozmawiam z kobietami nie czuję tego mitycznego uroku jaki miałby z nich być. Rozmawiam po prostu majac świadomość, że rozmawiam z człowiekiem i tyle. Nie emanują dla mnie żadnym urogkiem, magią, tym co jest na tagu. Słynny "cope" składający się z zainteresowań, hobby wsiąkł we mnie tak mocno, że odstawienie częście z tego spowodałoby irytację, że nie mam np na to czasu. Jeśli chodzi o pociąg seksualny to załatwiam go przy pomocy porno, od byłem kilkanaście razy na divach, a teraz nawet na nie nie mam ochoty chodzić. Ktoś też tak ma, że wszedł w taki stan zobojętnienia na sprawy relacji ect? Od niedawna się na tym złapałem, że nie tęsknię to związków, relacji, zbliżenia. Zażartowałbym, ze to ten śmieszny mistyczny chłod, ale to jest nawet ciekawe, że coś samo się w mózgu przestawiło i chęć zaniknęła. W sumie dobrze, nie chciałbym powrotu na stary stan umysłu w temacie kobiet. #przegryw #blackpill

