#zwiazki #rozowepaskiLvL 30+ here. Bylem w zwiazku 8 lat. Wszystko niby wygladalo idealnie. Wzajemny szacunek, lojalnosc, oboje ogarnieta kariera, kupiony dom i auto, jej rodzina mnie mega lubila itd..No niby wszystko bylo ok, ale jak zamieszkalismy razem po 1,5 roku to powoli cos zaczelo we mnie pekac. Zaczela wychodzic mocna roznica charakterow i temperamentow, czulem ze jest zabierany powoli moj mocny indywidualizm i moja przestrzen. Przestalem miec czas na wszystkie swoje „rzeczy” + i musialem rezygnowac z czesci nawykow. Czulem ze powoli trace siebie.No i to tak trwalo kolejne 6 lat. Byly klotnie o moj chlod emocjonalny, ze ona nie jest dla mnie najwazniejsza, ze mysle tylko o projektach i treningach i ze ona powinna byc na 1 miejscu. Moj chlod emocjonalny i niechec byla taka, ze z seksu 5x dziennie na poczatku, na koniec byl co 3-4 msc bo oboje chyba nie mielismy ochoty.W czasie tych klotni wiele razem mialem ochote powiedziec dosc bo wizja uwolnienia sie z tego byla wielka, ale jednak jak sobie myslalem, ze mamy wspolny dom, kredyt itd to pękalem.. do czasu.Kilka dni temu to zakonczylem, wytlumaczylem dlaczego i po 2h histerii wyszedlem i powiedzialem ze wyjezdzam sam na wakacje i mnie bedzie 1-2 tyg.Czuje sie zajebiscie sam, naprawde czuje, ze mam swoje nowe zycie. Tak bardzo dostrzegam jaki bylem nieszczesliwy (lub moze lepiej - nie w pelni szczesliwy).Jedynie co zlego mi siedzi w glowie to zal mojej bylej.. ze ona tak teraz siedzi w domu i cierpi, wszysxy z rodziny ją odwiedzają i pocieszaja, bo dla niej to stalo sie tak nagle. Czuje sie z tym jak potwor, ktory stworzyl jej caly swiat a teraz zabral :(Ale w koncu to ja powinienem byc dla siebie najwazniejszy…

