Cześć mirki z tagów #przegryw i #blackpill. Chciałem się podzielić z wami kilkoma przemyśleniami i stwierdzić, że co by wam nie mówili, to macie rację. Jestem gościem, który jest uznawany za sympatycznego, zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn . Ludzie uważają mnie za dobrego kompana do rozmów, doceniają to jaki jestem i... na tym się kończy, bo w sytuacjach damsko-męskich zderzam się ze ścianą. Byłem tak naprawdę w jednym związku naście lat temu i zostałem zdradzony i zostawiony z dnia na dzień, a moje próby ratowania tego spotkały się z odtrąceniem i wpędzeniem w depresję. Jestem niewysokim gościem z zakolami i czuję, że przez kobiety nie jestem po prostu traktowany jak facet, a bardziej jako jakaś maskotka i powiernik. Widzę jak moi koledzy z pracy, którzy nie grzeszą rozumem i przesadzają z alkoholem, mają rodziny i dzieci, a ja od lat ciągle sam, mimo prób, które zawsze kończyły się odtrąceniem. Ciągle udaję pozytywnego gościa, a w środku gniję z samotności i zdaje sobie sprawę z tego, że już raczej zawsze będę sam. Przestałem już wierzyć w to, że wystarczy mieć dobry charakter, bo to bzdura. Mam już swoje lata i wiem, że to tylko puste slogany rzucane przez ludzi, którzy nie są w stanie postawić się w naszym miejscu.

