Obserwując proces wybielania zabójcy Mai z Mławy, na myśl nasuwa się sprawa z Katowic, gdzie kilka lat temu kierowca autobusu miejskiego pozbawił życia Barbarę. W tym drugim przypadku również sprawcę wykreowano na osobę pokrzywdzoną.Zacznijmy od Katowic. Kierowca autobusu, widząc na ulicy grupę agresywnych osób, powinien był zachować ostrożność – zatrzymać pojazd w bezpiecznej odległości, obserwować rozwój wydarzeń, a nawet powiadomić dyspozytornię o zaistniałym incydencie. Zamiast tego nie tylko podjechał bliżej, ale – być może próbując zmusić młodych do opuszczenia jezdni – najechał na jedną z uczestniczek zajścia, by chwilę później odebrać życie innej dziewczynie. Te fakty jednak zeszły na dalszy plan. Całą uwagę skierowano na budowaniu wizerunku kierowcy jako człowieka sparaliżowanego strachem. Gdy biegli orzekli, że skazany nie działał w stanie silnego wzburzenia, niewygodna prawda została zepchnięta w cień, a po wyroku wciąż podtrzymywano narrację o kierowcy drżącym o własne życie.Z kolei żeby łatwiej obarczyć Barbarę winą za własną śmierć, wymyślono teorię, jakoby brała udział w ulicznej bójce. Tymczasem nagranie krążące wówczas w sieci pokazuje ją z zupełnie innej perspektywy – w oddali, spokojnie idącą za rękę z chłopakiem. Para pojawia się na jezdni dopiero w momencie, gdy kierowca autobusu najeżdża na jedną z uczestniczek zajścia.Podobna analogia rysuje się w sprawie Mai z Mławy, gdzie mordercę przedstawia się jako ofiarę losu. Sprawca nie został nawet przesłuchany, więc jego motywy pozostają zagadką. Nie poddano go badaniom psychiatrycznym, rutynowym w przypadku podejrzanych o zabójstwo, przez co nie znamy jego stanu psychofizycznego. Czy działał w afekcie, czy może kierowały nim sadystyczne skłonności? Tego nie wiemy. A mimo to wielu widzi w nim nie sprawcę, lecz pokrzywdzonego.Z kolei Maję przedstawia się jako hejterkę swojego oprawcy. Jednocześnie nie przedstawiając żadnych dowodów potwierdzających jej rzekome niewłaściwe zachowanie w stosunku do Bartka. Tymczasem do aktywistki Mai Staśko zgłosiła się twórczyni internetowego profilu szydzącego z zabójcy. Według jej relacji w podstawówce Bartek gnębił wiele osób. Dręczenie miało przybierać różne formy - groźby, opluwanie czy życzenia śmierci. Ponadto dziennikarze dotarli do sąsiadów chłopaka, którzy nie kryją, że nie był on aniołem – opisywali go jako dziwnego, nadpobudliwego, wspominali, jak kopał samochód matki i wrzeszczał na osiedlu.Wszelkie wzmianki o mrocznych zachowaniach Bartka spotykają się z oporem, gdyż kłócą się z obrazem, jaki stworzyło część internautów – zagubionego chłopaka, który padł ofiarą internetowej nagonki. Rzadko kto zagłębia się również w to, co robił po dokonaniu zbrodni. Po odebraniu życia swojej koleżance, beztrosko bowiem ruszył na wycieczkę, gdzie bawił się w najlepsze. Krótko przed aresztowaniem, w rozmowach z polskimi dziennikarzami, z zadziwiającą pewnością zaprzeczał, że feralnego dnia spotkał się z Mają, nie szczędząc przy tym wulgarnych i kąśliwych słów. W sieci śmiało komentował poszukiwania dziewczyny, zanim został zatrzymany. Czy ktoś zaczął się zastanawiać: "Czy tak zachowuje się ktoś, kto cierpi z powodu hejtu?" I dlaczego, jeśli krytykujący go profil na Instagramie tak bardzo mu przeszkadzał, przez lata nie zrobił nic, by zgłosić prośbę o jego usunięcie?Internauci z większym zapałem pochylają się natomiast nad plotkami, które malują Maję w ciemnych barwach, jak choćby wyssana z palca historia o tym, że prowadziła hejterski profil. Nie ma w tym przypadku. Przedstawiając dziewczynę w negatywnym świetle łatwiej można obarczyć ją winą za własną tragiczną śmierć, co zresztą się dzieje.Kierowcę autobusu miejskiego z Katowic sportretowano jako człowieka drżącego o własne życie, a zabójcę z Mławy ukazuje się jako ofiarę internetowej nagonki. Pierwszej dziewczynie przypięto łatkę uczestniczki bójki, drugą zaś oskarża się o podsycanie hejtu przeciwko swojemu oprawcy. Takie zakrzywianie rzeczywistości ma na celu wybielenie sprawców i przerzucenie na ofiary odpowiedzialności za doznane krzywdy. To nie dzieje się bez powodu.W kontekście tragicznej śmierci Anastazji w Grecji jeden z dziennikarzy zauważył, że obwinianie kobiet za cierpienie zadane im przez mężczyzn jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze. Trudno zaprzeczyć tej gorzkiej prawdzie. Kobieta, by zostać uznaną za ofiarę, musi najpierw "zapracować" sobie na to miano. Zrobić to może poprzez spełnienie rygorystycznych społecznych oczekiwań, takich jak skromność, uległość, grzeczność, cichą pokorę czy wstyd za to, co ją spotkało. Jeśli nie wpisuje się w ten szablon – jeśli ośmieli się być zbyt wyrazista, zbyt odważna, zbyt "widoczna" – społeczeństwo szybko odwróci narrację. Wówczas to jej wygląd, zachowanie czy wybory staną się pretekstem, by zrzucić na nią winę za doznaną krzywdę.By lepiej to zrozumieć, przypomnijcie sobie policyjne interwencje, w których życie tracili mężczyźni. Zauważcie: nikt nie obwiniał ich za własną śmierć, nikt nie rozkopywał ich przeszłości w poszukiwaniu "haków", by podważyć ich wartość, a ich bliscy nie musieli zmagać się z falą podłych komentarzy w internecie. A teraz wyobraźcie sobie, że w tych samych sytuacjach ofiarami są kobiety. Czy internauci obdarzyliby je podobną wyrozumiałością, a policjantów jednoznacznie potępili jako sprawców? Czy może raczej funkcjonariusze zostaliby okrzyknięci bohaterami, którzy "stanęli na straży porządku", a kobiety – napiętnowane jako te, które 'samo się o to prosiły'?Wyobraźmy sobie, że Maja fałszywie oskarża Bartka o gwałt. Czy ktokolwiek zagłębiałby się w jego przeszłość, analizował jego wygląd albo prześwietlał zdjęcia, które wrzuca do sieci? A teraz pomyślmy, że powstaje konto hejterskie wymierzone w Maję. Czy zostałoby ono uznane za "usprawiedliwienie" jej działań, czy raczej potraktowane jako dowód, że uprzykrzała komuś życie. Cytując klasyka: "Nie wiem, choć się domyślam".W gruncie rzeczy nie istnieje zbrodnia dokonana na kobiecie, za którą społeczeństwo nie próbowałoby obarczyć winą jej samej. Historie Mai i Barbary czy tragiczna śmierć Anastazji nie są odosobnionymi przypadkami, w których kobiety obwinia się za własne cierpienie. Podobnie było z Julią. Jej były chłopak najpierw zabił jej ówczesnego partnera, a następnie sobie odebrał życie. Fala oskarżeń skupiła się na dziewczynie, a nie na sprawcy. Zdarzenie miało miejsce w Poznaniu. Maja z Mławy nie jest ostatnią, której przypisano odpowiedzialność za krzywdę, jakiej doznała. W takich sprawach zawsze znajdzie się mnóstwo osób, które wskażą palcem na ofiarę, zamiast na sprawcę.#mlawa #katowice #rozowepaski #niebieskiepaski #gruparatowaniapoziomu

