Mam pytanie do #rozowepaski. Co zrobić, by przestać zaprzątać sobie myśli facetami i skupić się wyłącznie na swoim rozwoju? Moja sytuacja jest kiepska. Słabo płatna praca, wykształcenie wyższe, ale humanistyczne, wygląd 4/10 (opinia znajomego), w dodatku mam ponad 30 lat. Nigdy nie miałam powodzenia u facetów. Właściwie życie towarzyskie i miłosne u mnie nie istnieje, jedynie w mojej głowie kłębią się urojenia. Czasem mi się jakiś facet spodoba (nie chodzi o tzw. chada), ale zazwyczaj okazuje się, że to ktoś z dobrego domu, wykształcony, zamożny, czyli nie dla mnie. Nawet nie mam śmiałości zagadać, bo wiadomo, że tylko bym się skompromitowała. Na moim poziomie oczywiście nikt mi się nie podoba i mam sobie to za złe. Zawsze myślę tylko o mądrzejszych i lepszych od siebie chłopakach i tracę tylko czas, bo dla nich jestem nikim. Boję się, że to jakaś nieuleczalna choroba psychiczna, a nie chce być dłużej złym człowiekiem.

