Jak miałem 15-16 lat i na koncie (ba, nawet konta wtedy nie miałem) było coś między 100 a 300zł max to zastanawiałem się jaka kwota mnie uszczęśliwi. I stwierdziłem, że jakbym miał te 10 tysięcy to mógłbym sobie nakupować te wszystkie rzeczy o których marzę i na pewno będę szczęśliwy. Na liście była między innymi konsola Playstation 3 z tymi wszystkimi grami, w które nie mogłem zagrać na PC, iPod touch bo był rewelacyjny i kurtka skórzana firmy Levi's, którą widziałem na wystawie w galerii handlowej i w której byłem zakochany. Cóż, podziwiam siebie za tą naiwność i zastanawiam się, jak to jest że kupno rzeczy materialnych w tym wczesnym okresie miało taki ogromny wydźwięk i znaczenie.Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają i zgadzam się z tym w 100%, jednakże te hasło powinno być rozwinięte o część "ale brak pieniędzy powoduje wiele nieszczęść". Dzisiaj będąc już wiele lat starszym stać mnie na te wszystkie rzeczy, ale oczywiście z wiadomych względów tego nie robię. Co z tego, że kupię konsole skoro i tak będzie mnie cieszyć może przez tydzień a potem i tak wyląduje w szufladzie bo nie mam czasu ani ochoty na granie. Co z tego, że kupię kolejną parę butów, skoro poprzednie są w dobrym stanie, a do szkoły już nie chodzę, żeby co sezon mieć nową parę? Ograniczyłem konsumpcję do minimum, elektronikę póki działa to go nie wymieniam, ciuchy podobnie. Przestałem kupować w gównosklepach typu H&M, Zara, Reserved i kupuje rzeczy droższe, ale dużo rzadziej, więc teraz koszulki wytrzymują 3x więcej czasu. Cały świat opiera się na konsumpcji a jednak nic z rzeczy materialnych mnie nie "jara" na dłużej. Zdecydowanie bardziej doceniam fakt, że np. nie złamię postanowienia i nie zapalę fajki, spędzę produktywnie sobotę zamiast leżeć przed TV oglądając netflixa i tym podobne. Nie wiem, może ja jestem poj@#any ale kompletnie nie marzę o lepszym, droższym aucie, bo wiem że to byłoby tylko chwilowe podjaranie i tyle. #przemyslenia

