Jestem tak specyficzny i wybredny ze to chuj. Przed studiami obawialem sie ze bede samotny i nikogo nie poznam. Tak sie trafilo, ze juz w pierwszy dzien pogadalem sobie z niektorymi. Potem piwo integracyjne i poznalo sie jeszcze wiecej osob. Trzymam sie w grupce chlopkow z ktorymi zazwyczaj wychodzimy w czasie przerwy. Kiedys w gimnazjum mialem przeswiadczenie, ze moi znajomi w klasie to takie typowe npcty i ludzie ktorych znam w internecie sa o wiele fajniejsi. Mocno sie wtedy izolowalem od ludzi, glownie to byla kwestia mojej niesmialosci, ale mysle ze to tez gralo role. W liceum praktycznie byla jedna osoba z ktora gadalem, to byl generalnie chyba najgorszy okres edukacyjny dla mnie. Mialem spore nieobecnosci, zdalem na dwojach to liceum. Zero checi do niczego doslownie.Teraz sie troche zmienilem, chociaz dalej jestem niesmialy to lekko sie otworzylem na ludzi. Ale bardzo czesto jest tak, ze sam nie wiem. Ciezko mi jest dobrac slowa, ale powiedzialbym ze nie maja tego samego vibeu? Musze sie troche dopasowywac do nich, ale tez bez przesady oczywiscie. Nie jestem do konca soba, irytuje mnie czasami ten normicki humor. Po prostu brakuje mi takiej bratniej duszy, ktora by miala tak zwany ‚,ogar’’. Wiekszosc osob ktore znam z neta wlasnie sa o tyle spoko, ze kumaja duzo i zastanawiam sie czemu nie moge poznac kogos takiego irl. Nie jestem jakis akustyczny czy cos, ze mam specyficzne zainteresowania. Jestem w miare normalnym gostkiem, ktoremu brakuje jakiejs dobrej mordeczki albo dziewczyny to jeszcze lepiej wsm. Jakims edgelordem tez nie jestem, ze o glupie szaraki. Ja szanuje te osoby z ktorymi gadam i zawsze chetnie z nimi wyjde na piwo czy cos. Ale no do chuja chcialbym sie z kims dogadywac jak z bratkiem.Pisze to o 2 w nocy takze moze byc lekko chaotycznie napisane. Pzdr dla was. #zalesie

