Już nie wiem, co robić, będzie rozwód. Miałem normalną żonę, która ogarniała chałupę ze mną na pół i dzieci sztuk dwa. Co jakiś czas słuchałem jęczenia zrób to, kupmy to, jedźmy tam, nauczony doświadczeniem traktowałem z dystansem. Nagle zaczęły się duże fochy, ona chce i koniec. Mówiłem jej, że ma pracę niech sobie zaoszczędzi i kupi. Ona do mnie, że zarabiam więcej, więc co za problem, żebym ja dołożył, albo kupił kolejną zachciankę. Tyle, że doskonale wiem, że to będzie wstęp do dej dej dej. Ogarnęła tyłek, zmieniła pracę i zaczęła kupować sama. Tylko, że więcej kasy pociągnęło więcej wychodzenia, jakieś zajęcia i zaniedbała dom, jedzenia księżna nie będzie nam robić regularnie, ja mogę. Tylko, że mam takie godziny pracy, że wracam więc chce zjeść i odpocząć. Żeby przytemperować jej durne zapędy, powiedziałem, że teraz cały hajs płacimy 50/50, co do grosza. I wtedy się zaczęło… przestała ogarniać cokolwiek co nie dotyczy jej i podstawowych rzeczy dla dzieci. Jest na tyle bezczelna, że pierze własne i ubrania dzieci. Moich już nie raczy włożyć, jeść te sam sobie gotuję. Oni jedzą osobno. Seks jest mi wydzielany 2 razy w miesiącu, kiedy ona ma ochotę. Nie wiem, co dalej, mam dość. Cały rok tak wygląda. To chyba koniec. #zwiazki

