Hej.Piszę, bo jesteśmy w bardzo trudnym momencie życia i szczerze mówiąc, nie wiem już, czy to my za dużo oczekujemy, czy po prostu zabrakło po drugiej stronie zwykłej ludzkiej empatii.Moja żona pracuje w IT w kontraktorni X, na UoP, dla klienta T, u którego na co dzień wykonuje swoją pracę. Zarabia minimalną krajową, może delikatnie ponad — około 3800 zł na rękę.Jej tata ciężko zachorował. Był w szpitalu, rokowania nie są dobre. Wkrótce zostanie wypisany do domu na hospicjum domowe. To już ten etap, kiedy człowiek zaczyna mierzyć czas inaczej.Ustaliliśmy w rodzinie, że będziemy się nim opiekować. Przez najbliższe 1,5 miesiąca zajmuje się nim brat mojej żony, ale później to ona chce przejąć opiekę i po prostu być z tatą w jego ostatnich chwilach. Tym bardziej że jako młoda dziewczyna straciła mamę na raka i wie, jak boli brak czasu, którego już nie da się odzyskać.Opiekunka kosztowałaby około 4000 zł miesięcznie — więcej niż jej pensja. Więc decyzja była prosta: zamiast pracować za minimalną i oddawać wszystko obcej osobie, woli sama być przy tacie i spędzić z nim ten czas.Poszła z tym do klienta T. Tam usłyszała: „Rozumiemy. Nie ma problemu.”Problemem okazała się kontraktornia. 3-miesięczny okres wypowiedzenia i koniec. Żadnej rozmowy, żadnej próby znalezienia rozwiązania, żadnej mediacji. „Złożyć wypowiedzenie i przepracować swoje.” Od tego momentu przestali odbierać telefony i odpisywać na wiadomości.I tak siedzimy z poczuciem bezsilności. Bo zanim miną te 3 miesiące, może się okazać, że jej taty już z nami nie będzie. A my mamy wrażenie, że dla firmy najważniejsze jest tylko to, żeby cyferki w Excelu się zgadzały.Nie prosimy o nic nadzwyczajnego. Nie o pieniądze, nie o specjalne traktowanie. Tylko o trochę ludzkiego podejścia w sytuacji, w której naprawdę chodzi o ostatni wspólny czas.Co myślicie o tym co można z tym zrobić? #praca

