Nie dziwię się sobie, że nie umiałem rozmawiać w związku o problemach. Powiedziałem dzisiaj rodzicom, że mam dość udawania że wszystko w porządku. Matce wygarnąłem, że nigdy nie umie się do błędu przyznać i zawsze wszystko finalnie zrzuca na mnie i że chciałbym chociaż raz usłyszeć jak coś wspominam co mnie bolało, że faktycznie tak było, a nie wypieranie i zdawanie się na to że nie pamięta żeby tak było. Ojcu powiedziałem że mam dosyć udawania, że nie jest alkoholikiem i że nie pije po kątach, że martwi mnie to bo z jego zdrowiem i sprawnością umysłu jest coraz gorzej i matka mi to ciągle relacjonuje i jakby liczy że to jakoś rozwiąże.Finał był taki że obydwoje zaczęli najeżdżać na mnie i robić mi wykład że nikt nie jest idealny i że sam wiem jaki jestem. To że tak stwierdzili moja matka uznała że to jest jej przyznanie się do winy no ale o szczegóły nie pytaj bo nie pamięta... Usłyszałem jeszcze że oni jakoś sobie radzą a ja tyle lat duszę w sobie to może warto żebym poszedł do psychologa czy coś jak mam problem bo oni świetnie funkcjonują. Szkoda że latami nie zauważali że mam depresję. To w końcu normalne że nastolatek miesiąc z domu nie wychodzi i leży w łóżku. To ja jestem słaby a nie oni uciekają przed problemami, ale jak to kiedyś wspominałem to nie pamiętali. Czuję się jakbym przeżywał dzień świra. Ojciec pożartował że będzie pił tylko na imprezach. W chuj pocieszenie jak on pije jak mu naleją dopóki jest w stanie usiedzieć przy stole. Matkę to wkurwia ale że jej się też oberwało to objęli wspólny front.Na koniec uznali że coś z tym zrobią ale żebym ja też coś od siebie dał a nie jak zwykle.W chuj coś zrobią na pewno nagle zacznie panować nad nałogiem jak od lat się z tym przed wszystkimi chowa nieudolnie a mama na pewno odzyska pamięć której przecież nie straciła.Chłop 27 lat, spróbował porozmawiać i żałuję.Teraz przeszli do normalności jakby rozmowy nie było. Czy faktycznie tylko ja tu jestem pierdolnięty?#zalesie trochę #depresja

