Ostatnie pół roku i dwa miesiące bezrobocia mnie rozleniwiły. Możliwość spędzenia czasu w ciągu dnia z rodziną, możliwość pójścia do parku z rana, przygotowanie normalnego posiłku, brak stresu (no poza szukaniem nowej roboty). Widzieć swoją córkę, jak się do ciebie uśmiecha o każdej porze...Świat jest okropny i okrutny pod tym względem, że przeważającą ilość czasu trzeba spędzać za biurkiem, gdzie jesteś inwigilowany pod każdym aspektem - wydajności i czasu spędzonego na faktycznej pracy. Gdzie każda minuta (no okej, nie każda, ale często teraz o tym myślę) spędzona jest na zamartwianiu…