Pochodzę z domu, w którym ojciec pił. Funkcjonalnie, jak to się ładnie nazywa. Matka odeszła wcześnie, więc jej w zasadzie nie było. Pieniędzy w domu nigdy nie było za dużo, a właściwie nie było ich prawie wcale. Wycieczki szkolne, nowe ubrania, modne rzeczy - to była abstrakcja. Ubrania dziedziczyłem po starszym bracie, po mnie nosiła je młodsza siostra. Taki rodzinny obieg zamknięty.W podstawówce książki i zeszyty nosiłem w worku. Miałem jeden długopis, ołówek, jakiś flamaster i temperówkę. Plecak dostałem dopiero w szóstej klasie i służył mi aż do pierwszej klasy liceum. Resztę przyborów…