wpis na zasadzie, żyje sobie, ale czuję się pogubiony, pogubiony w kontekście relacji i potrzeb w związkuwstęp: jestem w relacji z dziwczyną od około 3 lat, na początku był ogień w łóżku, ale okazało się, że poza bardzo standardowym seksem nie ma niczego więcej i ogień przygasł, zostało życie codzienne, wspólne wyjazdy itd, rzeczy, które są bardzo wartościowe i z których się cieszę, ale brakuje jednej malutkiej, tego spłenienia w życiu intymnym sytuacja: i jakoś to życie leciało, aż miesiąc temu na wyjeździe integracyjnym z kolegami z pracy (każdy w związku, więc nikt niczego nie szukał) poznałem kobietę starszą od siebie o 7 lat (ja mam 30), która się do nas dosiadła i jakoś nawiązaliśmy kontakt. Kontakt był neutralny, rozmowa o wspólnym hobby itd. My chcieliśmy już się zwinąć, ale ona nie dawała za wygraną i chodziła za nami, a ja wcale nie narzekałem. Ona nie piła, ja 4 piwka, ale na co dzień nie piję, więc trochę mnie zrobiły. Finalnie trochę razem się pobawiliśmy na after party i poprosiła, żebym odporowadził ją do auta. Tam jakoś tak wyszło, że wymieniliśmy się numerami (mówiła, że może następnego dnia wszyscy byśmy poszli na kawę) i pocałowaliśmy się. Następnego dnia ona nalegała na spotkanie, ale powiedziałem, że nic z tego, że to nie ma sensu. Jednak nie zablokowałem jej, a ona zaczęła wysyłać swoje nudesy i czego to by nie zrobiła gdybysmy się spotkali. Finalnie po kilku dniach ją zablokowałem, ale do dzisiaj, a minęło już dobrych kilka tygodni nie mogę przestać o tym myśleć, dlatego, że to mi się podobało. Że czułem ekscytucję, której nie czułem od bardzo dawna. Powiedzcie mi, czy po prostu tak wygląda dorosłe życie w długiej relacji, że takie kompromisy trzeba robić i po porstu pogodzić się z tym, że wszystko nie będzie idealnie, czy jednak będę nieszczęśliwy żyjąc tak jak teraz? #zwiazki #problemy

