Mam 35 lat, a dopiero od niedawna żyję w zgodzie ze swoim „przeznaczeniem”.W szkole i w domu bardzo mocno się nade mną znęcano. Siedziałam w książkach, żeby wyrwać się dokądkolwiek. Na drugi koniec kuli ziemskiej nawet. Depresję mam od podstawówki i 3 próby samobójcze za sobą. Terapeutka była jedyną osobą, której kiedykolwiek powiedziałam w okrojonej wersji, jak bardzo dostałam w kość. Zaliczyłam próby głębokiej religijności, szukania znajomych w realu i w necie. Nikt nie wyciągnął pomocnej dłoni, która w moim przypadku ograniczałaby się do powiedzenia mi jednego dobrego słowa - jesteś mądrą albo ciekawą, lubię cię, jest z tobą o czym gadać. Myślałam latami nad tym, co mi dolega. Może jestem chora psychicznie albo mam poważne zaburzenia? Potem zrozumiałam, że paraliżujące mnie lęki przy kontaktach z ludźmi, przy wyjściu na zakupy wywołane jest przez poczucie wstydu, które noszę w sobie od wczesnego dzieciństwa.Przez całą szkołę były 3 eleganckie imprezy z wielką pompą - na zakończenie gimnazjum, w połowie liceum i studniówka. Wyobraźcie sobie, że byłam jedyną osobą, która na nich nie była zawsze w swoim roczniku. To były czasy, gdzie dziewczyny na tę okazję szyły sukienki u krawcowej. Ja czułam się niegodna wystrojenia się. Paraliżowała mnie myśl, że takie ścierwo jak ja będzie wyśmiane za próbę udawania dziewczyny.Przez lata próbowałam coś zmienić, żeby być zwyczajną, normalną osobą. W szkole miałam masę przezwisk dotyczących mojego wyglądu, ubrań, smrodu. Liczyłam, że uda się w pewnym momencie przerobić tę mordę - oglądam strony chirurgów, gdzie potrafią zdziałać cuda. Przeraża mnie jednak myśl o wizycie i o tym, że lekarz wyśmieje mnie i nie da mi szans. Nie umiem też nawet stanąć bliżej drugiej osoby, bo jestem pewna, że śmierdzi ode mnie i ta osoba to czuje.Z kolei w domu matka się nade mną znęcała. Nazywała mnie cały czas suką, biła, przy każdej okazji mnie zapewniała, że ja nie jestem takim człowiekiem, jak inni i ja nie mogę doświadczać tego, co normalne dla każdego. Zachęcała też, żebym się zabiła. Czułam się naprawdę wolna, jak w domu byłam sama, oglądałam filmy, czytałam książki.Po co o tym gadam… Mam ogromną potrzebę to z siebie wyrzucić - zamiast wciąż i wciąż żyć w nienawiści do siebie i walczyć o normalność w swojej głowie, godzę się z tym, że jestem „inna”. I życie, które mam dają mi szansę być sobą. Od pandemii nieprzerwanie mam pracę zdalną, mieszkam sama i jeśli nie chcę, to nie mam obowiązku z nikim się widzieć miesiącami.Taka po prostu jestem. Zmarnowałam 20 lat na walkę o akceptację świata, który mnie nie chce. Byłam taka zgorzkniała, bo nie pojmowałam, dlaczego po maturze i wyprowadzce matka nigdy nie zainteresowała się, jak żyję, czy mam co jeść, czy jestem zdrowa. Albo czemu nauczyciele śmieją mi się prosto w oczy, że jestem brzydka. Po prostu jestem. Zdana na siebie i tyle. Unikanie poczucia tego wstydu to mój sukces.#depresja #samotnosc

