szybki-marzyciel-74 pisze:
Pomijając odpowiedzi powyższe, że albo mu nie zależy, albo jest patusem, albo chce w swingowanie iść.Jest jeszcze inna możliwość - że cierpi na poliamorię (o ile można tu mówić o "cierpieniu" - ot taka cecha, nie wiem czy to się leczy?). Taka osoba bardzo kocha swoją partnerkę, ale nie wiąże tego z wyłącznością (i to wcale nie dlatego, że też chciałby, lub już ma, kogoś na boku) - zależy mu na szczęściu tej drugiej osoby, w tym (jeśli ta druga osoba by chciała) nawet jeśli do związku miałby dołączyć ktoś inny (inny facet/kobieta) - i taka "osoba trzecia" nie jest postrzegana wcale jako konkurencja, jako zdrada, a jedyne czym ten nieszczęśnik się martwi - to czy "ten trzeci/trzecia" będzie dla kochanej osoby wystarczająco dobry, nie skrzywdzi itd. I jeśli się taki ktoś pojawi - to traktuje go/ją jako przyjaciela, jak osobę z rodziny, którą też w pewnym sensie pokocha (w sensie uczuciowym-zaangażowania emocjonalnego, martwienia się czy coś zjadła ta osoba na obiad itp. ) niż jako jakiś swingers układ seksualny. To ciężko wytłumaczyć, jeszcze ciężej zrozumieć, ale są takie osoby. A często same nie wiedzą, że ich postrzeganie partnera i podejście - jest co najmniej niestandardowe, i że są źle rozumiani...