Potrzebuje sie wygadac, a nie chce nikomu truc dupy wiec sprobuje tutaj. Mam niedlugo 30 lat i chyba dopiero zaczelo docierac do mnie jak bardzo zmarnowalem sobie zycie. Po skonczeniu gimnazjum mocno weszla fobia spoleczna a z czasem depresja, zaczalem odsuwac sie od znajomych i rodziny bo wiazalo sie to z wychodzeniem z domu a to byl dla mnie najwiekszy dramat. Skonczylo sie tak, ze szkole srednia zawalilem, nie potrafilem tam wysiedziec, z nikim nie gadalem, bylem jebanym wyrzutkiem mimo, ze nigdy nikt mnie nie gnebil ani nic z tych rzeczy :| Po jakims czasie poszedlem do pracy, ale codziennie bylem w stresie, ze kogos spotkam i bede musial tlumaczyc sie z tego, ze jestem skonczonym debilem bez szkoly i do tego gejem(XD) chociaz nikomu o tym nie mowilem i dalej nie mowie. Zaczelo mi wjezdzac na banie, ze pewnie kazdy mna gardzi wiec stwierdzilem, ze wyprowadze sie do innego miasta. Wyjechalem na drugi koniec polski i zylo mi sie troche lzej, ale dalej nie potrafilem otworzyc sie na ludzi wiec mialem tylko przyjaciolke i zero znajomych poza dobrym kolezka ale z neta. Zaczela wracac depresja i pierwszy raz pojawily sie mysli samobojcze wiec wrocilem do mamy z podkulonym ogonem. Troche sie podladowalem i wyjechalem znowu a schemat sie powtarzal tylko wydluzal sie czas kiedy bylo dobrze, do teraz mieszkalem juz w 5 miastach i raz za granica XD W miedzy czasie latalem po psychiatrach/psychologach, bralem leki ale nic nie dawalo efektu na dluzej. W calym tym gownie zawsze wspierala mnie mama i w sumie tylko to mnie trzyma przy zyciu o ile mozna to nazwac zyciem. Z jednej strony wiem, ze nie potrafilbym jej tego zrobic a z drugiej czuje, ze przyjdzie moment w ktorym po prostu cos peknie. #depresja #fobiaspoleczna

