Nienawidzę zespołu Aspergera.Jakoś w pierwszej klasie liceum dowiedziałem się że mam Zespół Aspergera. Bez tej hiperfiksacji na dany temat, która powszechnie występuje u aspie, za to z gigantycznymi problemami z relacjami społecznymi których nie jestem w stanie budować. Także same minusy żadnych plusów.Od podstawówki przez nadwagę regularnie byłem wyszydzany zarówno przez kolegów jak i koleżanki. W liceum kiedy inni budowali nastoletnie miłości, to ja byłem w klasie wyalienowany bo jedna z nauczycielek publicznie powiedziała że mam ZA przy całej klasie. Przy ówczesnej nieświadomości to było jak piętno, które było że mną do samego końca. Studniówka? To była dopiero kpina, gdzie zostałem zaproszony przez koleżankę z podstawówki z litości. Laska latała za jakimś chłopakiem który był tancerzem, najzwyczajniej w świecie zlewając mnie. Studia to taka sama gehenna jak poprzednie etapy. Alienacja, brak perspektyw na związek i postępująca piwnica. Jedyny fajny moment to pandemia, gdzie można było siedzieć całe dnie nie musząc patrzeć na szczęśliwych ludzi.Nie wiem jak ludzie znajdują znajomych czy przyjaciół będąc w tej sposób napiętnowanymi, nie mówiąc o związkach. Chętnie przygarnę jakieś rady fellow Aspie jak żyć.#zalesie

