Opublikowane
W zeszły czwartek odwaliła się u mnie akcja i do tej pory to we mnie siedzi. Warto przeczytać, bo już nie raz usłyszałem, że to o czym mówię przechodzi to wszelką ludzką wyobraźnię.Na początek, dłuższy rys mojej rodziny.Tata, odkąd pamiętam narzekający na życie i bierny w swoich czynach, popijający jakieś piwka, podobno w ukryciu małpki, nie znający umiaru na imprezach. Jego hobby to oglądanie telewizji przerywane snem i jedzeniem. W tej historii ma rolę epizodyczną.Mama, niezdiagnozowane DDA (ale wychowywała się w domu alkoholowym co mówi samo przez siebie), uparta, przekonana, że jeśli robi coś w dobrej wierze to może robić wszystko włącznie z przekraczaniem granic innych. Tata, pomimo, że często jest głosem rozsądku to z powodu spożywania alkoholu jest z automatu negowany i poniżany. Bierna całe życie. Oczekiwała, że inni zainteresują się ich problemami i im pomogą. Że spadnie manna z nieba, wygrana z Lotka i ich los się odmieni. Ostatnio ma też napady histerii z powodu względnie normalnych sytuacji (ułamany ząb). Od dziesięciu lat lekarze profilaktycznie kierują ją do psychologa bo bardzo często wpada u nich w płacz na co ona się obraża bo nie będzie wracać do przeszłości i w ogóle po co jej to. Nadopiekuńcza. Podejrzewam, że ma to związek z jej przeszłością gdzie musiała się opiekować pijącym ojcem i leżącą po udarze matką rezygnując ze swojej przyszłości (pierwszy udar nastąpił kiedy mama miała 18-20 lat). Jej nadopiekuńczość manifestowała się na wiele sposobów. M.in. wmawianie mi do głowy głupot, że mam być grzeczny i odpuszczać, nie pozwalała na podejmowanie żadnych decyzji (dalej uważa, że rodzic nie powinien dawać dziecku wyboru bo ono gówno się zna). Nie mogłem decydować jak mam się ubrać, tylko kupowali mi ciuchy, które oni uważali za ładne. A dla rówieśników wyglądałem jakbym ubierał się z pomocy dla powodzian. Przekonywanie mnie, że na wszystko mam czas, wmawianie, że jestem pokrzywdzony przez los bo nie mam kolegów (a miałem). Pomimo trudności w dorosłym życiu udało mi się wyprowadzić i założyć namiastkę rodziny. Niestety drugą ofiarą jest mój brat, który jest w zachowaniu klonem mamy. Od początku była między nimi silna więź. Brat nabawił się nerwicy natręctw, które przez lata mimo moich reakcji nie była leczona i objawy były bagatelizowane. Próbowali to rozwiązać na swój sposób: jeśli poczekamy odpowiednio długo to może samo się odmieni. Kiedy już zdecydowano się na wizytę u specjalisty, ten powiedział, że przyszli bardzo późno i będzie ciężko. Jego upartość powodowała, że negował wszystkie wskazówki, bo poradzi sobie sam. Nie radzi. Jest on niestetybardziej uległy na jej próby kontroli i pozwalał jej na wyręczanie go w najprostszych czynnościach, bo też jest pokrzywdzony przez los. Szykowanie mu kanapek do pracy, wstawanie razem z nim, żeby nie zaspał. Podawanie mu pod nos przedmiotów, które ma na wyciągnięcie ręki. Przez to, że przez lata był zwalniany z myślenia, nie ma pojęcia o funkcjonowaniu świata. Żyje w bańce i nie dopuszcza do siebie złych informacji, a jego wizja świata jest bardzo prosta. Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, tak bardzo to przeżywał, że musiał wziąć urlop w pracy. Pracuje, ale nie wie za ile, na jakich warunkach, jakie są jego prawa. Łamał wielokrotnie reguły przez co dostawał uwagi i nie widzi w tym nic złego bo przecież dla niego to oczywiste, że wpuszczenie osoby trzeciej do zakładu, żeby pokazać jak pracuje to nic złego bo on nie miał w tym złych intencji itp.W zamian za "pomoc" od mojej mamy, jest jej bezmyślną małpką, która krzyczy tak samo jak mama. A jak nie wie jak krzyczeć lub jaką podjąć decyzję to pyta ją o zdanie. "Koledzy do mnie dzwonili, mam z nimi wyjść?", "O której mam wyjść do pracy?". Wydaje mi się, że stracił nawet zdolność do rozpoznawania emocji i tego co dobre i złe. Każda afera to dla niego dymy, gdzie świetnie się bawi i celowo podkręca atmosferę. Problemy w rodzinie, to dla niego beka. Kiedyś popsuł mi się zamek w samochodzie i bałem się, że każdy będzie miał do niego dostęp. "Najwyżej ci ukradną", powiedział. Różowej wykryli jakiś płyn w żuchwie? "Hehe, płyn hamulcowy xD". Żyje razem z mamą w bardzo silnej toksycznej relacji przez co bardzo trudno przemówić im do rozsądku . Kiedy jego psycholog powiedziała mamie, że powinna odpuścić (bo np. sama chodziła do niej na wizyty przeznaczone dla brata, bo on miał wywalone , wolał 4 godziny stać w miejscu i walczyć z natręctwami robiąc się agresywny, kiedy mu się przeszkadzało) i zająć się samą sobą (też sugestia żeby skorzystać z pomocy psychologa/terapeuty) to obraziła się i zmienili lekarza.Historia właściwa. Z racji, że mamy z różową miękkie serca to chcemy czasem spędzić z naszymi rodzinami czas inaczej niż na niedzielnych obiadkach. Z tego powodu czasem, próbowaliśmy zaktywizować moja rodziną co zawsze kończyło się niesmakiem i traumami. Ostatnio dosyć spontanicznie wyszedł pomysł, żeby zabrać rodziców na basen na natryski i jacuzzi. Z tatą byłem w zeszłym roku, wiedziałem, że potem namówił mamę do kupna kostiumu ale nie miała okazji go założyć. Fajnie by było jakby razem spędzili fajnie czas. Zwłaszcza, że mama ostatni raz na basenie była 50 lat temu. Tata się wykręcił, bo za zimno, boli go ucho i plecy. Mama jednak poszła za ciosem i wybrała się z nami. Było spoko.Różowa poszła za ciosem i podjęła drugą próbę wyciągnięcia ich na basen. Ja po ostatnich przygodach z umawianiem się właściwie się nie angażowałem, mieli moje błogosławieństwo i ja się dostosuję. Mama stwierdziła, że będzie super aktywizować mojego brata i że on też pójdzie. I tu już mi się nie podobało bo to zwiastun problemów. Chwilę przed tym jak mieliśmy wyjść, różowa dostaje telefon od mojej mamy załamanej w głosie, mówiącej że "nie uwierzy co się stało, nie wyrobią się, potem jej powie i mamy czekać". To też jej standardowa zagrywka, żeby się martwić. Dopiero od brata wyciągnąłem informację, że ułamał jej się ząb i pojechała do dentysty. Także czekać można było w nieskończoność. I czekać na nich. Tu zadziało się coś dziwnego. Różowej szybko skończyła się cierpliwość, nie dala im nawet odrobiny czasu tylko stwierdziła, że olewamy ich i jedziemy sami. Przez napiętą atmosferę ja straciłem w ogóle ochotę na wyjazd gdziekolwiek co wywołało w różowej wściekłość, zaatakowała mnie, że boję się jechać bez mamusi, rozpakowała torbę i wyszła.Stwierdziłem, że pozamiatane więc zająłem się czymś pożytecznym i poszedłem zamontować kamerkę w samochodzie. Telefon od mamy. Różowa nie odbiera a oni już czekają w butach na wyjście. Nie pierwszy raz musiałem świecić oczami za humorki różowej, a przecież nie powiem, że obraziła się jak dziecko. Powiedziałem więc, że bez sensu jest teraz jechać bo o tej godzinie zaczął się aerobik dla kobiet i z doświadczenia wiem, że będziemy stali w kolejce bo wszystkie miejsca są zajęte. To była częściowa prawda, faktycznie było takie ryzyko. Dodałem, że jak chcą mogą jechać sami. Po chwili drugi telefon, że na pewno się pokłóciliśmy i mam powiedzieć co tam się stało. Powiedziałem, żeby sobie znowu nie wymyślała, ja jestem zajęty w samochodzie. Trzeciego telefonu nie odebrałem. W tym czasie różowa zdążyła wrócić do domu. Nie minęło 5 minut a ja dostaję smsy od niej, że mam szybko wrócić do domu bo ktoś nawala pięścią w drzwi i szarpie za klamkę. Była przerażona i doprowadziło ją to do płaczu. Pobiegłem i okazało się, że pod drzwiami stoi mama z bratem. W skrócie wg mnie: wmówiła sobie nie wiadomo jaką awanturę i nie mogąc przepuścić takiej okazji wyciągnęła brata żeby ją zawiózł żeby zrobić interwencję.Tutaj był cały festiwal kłamstw i manipulacji. Wyrzucała mnie z własnego mieszkania, żebym sobie dokończył swoje. Poszedł bo przez całą sytuację nie byłem pewny czy zamknąłem samochód. W tym czasie rzucała do różowej teksty "mi możesz zaufać", "powiedz mi co się stało", "on jest taki siaki, owaki, wiecznie zajęty, na pewno on nie chciał jechać". Łapała ją za twarz żeby siłą zobaczyć, że płakała i pytała czemu jest taka smutna. Wróciłem i czułem, że nasze granice zostały przekroczone o lata świetlne. Jak nigdy jej się postawiłem i zacząłem wytykać jej zachowania. Oczywiście wypierała się wszystkiego. "Brat już był ubrany więc przyjechaliśmy, bo chciał mi pokazać gdzie kiedyś roznosiłam ulotki" (w dzisiejszej wersji "żeby pokazać gdzie on pracował"). Chcieli nam zrobić "niespodziankę", dlatego też nie dzwonili do nas domofonem tylko po sąsiadach. Ta niespodzianka miała polegać chyba na tym, że staliby pod drzwiami i nasłuchiwali czy nie ma awantury. Kiedy byli w pobliskich marketach i przychodniach nie chcieli robić niespodzianki bo "pewnie jesteśmy zajęci". Tak naprawdę przyjechała potwierdzić swoje wymyślone fantazje i zrobić przesłuchanie, nie poczuwając się do żadnej winy. Brat nie rozumiejąc sytuacji tylko ją podsycał żartami, że ja tak naprawdę wróciłem się do samochodu bo tam podglądam ich na kamerze zainstalowanej w domu. Mama ironicznie mówiła "kamelkę sobie poszedł instalować" na co różowa mówiła, że w przeciwieństwie do jej drugiego syna ja czym się zajmuję. Obojgu leciały głowy w dół. Brat rzucał też dziwne teksty w moja stronę w stylu "siurkiem się pobaw" żeby było śmieszniej a mama śmiała się razem z nim. WTF.Koniec końców, do tej pory czujemy się jakby wpadł nam do mieszkania menel i je zdemolował. Mama do mnie się nie odzywa, zaczepia różową, bo wciąż nie ma 100% potwierdzenia swoich wymysłów bo byliśmy z różową zgodni w swoich słowach. Różowa natomiast nie odpuszcza i mówi o przekroczeniu naszych granic co kończy się zmianą tonu na nibypłacz jak ona źle została przez nas potraktowana i jaki ja byłem oschły i stanowczy, że na pewno wieszam na nich psy. Żeby za chwilę włączyć udawany śmiech na krępującą prawdę. W każdym razie nie czuje żadnej winy, ona jest starsza i każdy ma swoją prawdę. A poza tym jak ktoś tak wali w drzwi to ona by też nie otworzyła xD No i pośrednio się przyznała, że przyjechała nas sprawdzić.Całe życie z wariatami...#zalesie #przegryw
––

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (1)
mirko_anonim
Opublikowane
@Ayshe: oby jak najkrócej. Człowiek marzy o zdrowych relacjach z rodziną, żeby wyglądało to jak w telewizji. Ale niestety otoczenie nie chce współpracować.@Dwudziestydrugi: ona też dostała rykoszetem od swojej rodziny. Lata mówienia, że bez nich zginie, nie nadaje się do niczego, libacje alkoholowe, szarpaniny, policja i pogotowie. Też w życiu doświadczyła i też płaci tego konsekwencje. Tu też mnóstwo historii by się opowiedziało o manipulacjach matki czy wulgarnych zachowaniach ojca.A o mnie, cóż. W tej sytuacji nie ja się umawiałem, musiałem potem tylko tłumaczyć się za decyzje innych i mimo, że zwykle jestem osobą nieszukającą konfliktu to tym razem jasno postawiłem granicę bo mnie to przerosło. Nie byłem wulgarny, byłem rzeczowy i punktowałem ich nielogiczności.I to się mojej mamie nie spodobało. Bo miałem inne zdanie niż ona. A ona się nie liczy ze zdaniem i uczuciami innych. Lata temu próbowała wydusić od różowej u jakiego lekarza była bo tak bardzo ją to interesowało.Kiedy ta nie chciała powiedzieć, zwłaszcza, że nie znały się jeszcze wystarczająco długo, wymyślono jej schizofrenię. Kiedy różowa powiedziała mojej mamie, że jest jej przykro , że takie coś wymyśla to usłyszała tylko "a co mnie to obchodzi" i histerię. Potem i mi się oberwało bo stanąłem po stronie różowej i były mi notorycznie wbijane szpile i wypominanie różnych sytuacji.A poza tym co... unikający konfliktów, starający się załatwić wszystko pokojowo przez co wszyscy próbują mi wejść na głowę i układać życie. A kiedy kończy się cierpliwość i zaczyna stawianie granic to staję się wrogiem nr jeden bo jak to tak można :)
Moderator digitallord
Autor anonima

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clxixc53t059377row93ljl75

Dodane: 17 czerwca 2024 - 14:00:48
Opublikowane

Autor był widzianyponad 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy