Siedzę właśnie w kuchni na podłodze i płaczę jak dziecko, a mam prawie 40 lat.Od roku mam problemy finansowe, zapierdalam na dwa etaty i robię wszystko co mogę, aby pozbyć się długów i uniknąć komornika. Pracuję od 6:00 do 18:00, w weekendy sprzątam piwnice na osiedlach.Moja mama jest w szpitalu, ma raka.Jedzenie biorę z jadłodzielni, i wiele razy zaglądałem do śmietników na osiedlu z myślą czy znajdę tam coś do jedzenia.Moja narzeczona rozstała się ze mną 4 miesiące temu. Nie mamy kontaktu.Mimo tego, że zapierdalam od rana do wieczora, że tnę koszty tak jak tylko mogę, że wróciłem do mieszkania z rodzicami, że sprzedałem niemal wszystko co miałem - samochód, elektronikę - zostało mi jeszcze 26 tys. zł długów.Nie dam rady. Kurwa mać. Nie dam rady.Jestem zmęczony. Za miesiąc kończy mi się umowa. Muszę pomyśleć co muszę zrobić, ale perspektywa jest już oczywista dla mnie. Mam dość. Bolą mnie wszystkie mięśnie, boli mnie głowa, nie jem tyle ile powinienem, bo mnie nie stać, nie jem zdrowo bo mnie nie stać. Nie mam czasu na odpoczynek, bo od dwóch lat żyję strachem.Nie chcę motywacji i rad, dostałem ich tysiące przez ostatnie dwa lata. Długów nie spłaci za mnie nikt. W takim tempie niedługo będę miał egzekucję komorniczą, która zamknie mi drogę do kupna własnego mieszkania.Spłaciłem 70 tys. i nie dam już rady. Wyjebałem się przed samą metą.Po co to piszę? Nie wiem. Chcę Wam tylko powiedzieć, żebyście byli mili dla nieznajomych, żebyście kochali rodzinę i zwierzęta.#zalesie

