Hej,Chodzi mi po głowie pewna rzecz i zastanawiam się, czy to wynika z przepisów, czy może to zwykła złośliwość.Chodzę na małą, lokalną strzelnicę na zachodzie Polski, gdzie miałem bardzo dobry kontakt z prowadzącym. Bywałem tam dwa razy w tygodniu. Prowadzący miał do mnie na tyle duże zaufanie (wiedział, że trzymam się wszystkich zasad bezpieczeństwa), że wydawał mi pistolet, tyle amunicji ile potrzebowałem, i pozwalał strzelać samodzielnie, gdy strzelnica była pusta.Dwa tygodnie temu kupiłem własny pistolet i mam wrażenie, że właściciel strzelnicy był o to urażony. Wspominałem, że może zamówię broń u niego, ale niczego nie obiecywałem. Ostatecznie kupiłem ją lokalnie w sklepie, zamiast czekać u niego trzy tygodnie.Kilka dni temu byłem na strzelnicy i strzelałem z własnego pistoletu, do którego miałem amunicję kupioną „na promesę”. Wystrzelałem wszystko, więc zapytałem, czy sprzeda mi amunicję, żebym mógł postrzelać jeszcze teraz, na miejscu. Nie mam jeszcze książeczki, ale miałem fakturę, dokumenty do WPA itd. Otrzymałem krótką odpowiedź: „Nie”.I wtedy zaczęła mnie nurtować pewna kwestia: wcześniej pozwalali mi strzelać samemu, wydawali broń i amunicję, a przecież równie dobrze mogłem wziąć trzy paczki amunicji, dwie schować do kieszeni i następnego dnia przyjechać postrzelać tak, jakby to była moja. Albo umówić się na godzinę jako osoba strzelająca „bez własnej broni”.Jak to wygląda prawnie? Czy faktycznie nie może mi sprzedać amunicji w takiej sytuacji? Czy to raczej była złośliwość?#bron #strzelectwo

