Ludzie to sobie lubią znajdować problemy gdzie ich nie ma. Sex to wzajemna wymiana przyjemności. Wiele kobiet i w konsekwencji mężczyzn natomiast podchodzi do sexu tak, że to ma być coś odegrane według określonego scenariusza. Załóżmy, że masz kobietę z nadmierną lubrykacją, nie ma na to rozwiązania, piasku przecież nie nasypiesz żeby zwiększyć tarcie. Nie ma tarcia, nie możesz dojść. Ona może, bo na przykład dochodzi od stymulacji twoim wzgórkiem łonowym. Co wtedy? Nie dajesz jej pić żeby trochę podeschła? Czy szukacie innego sposobu żeby Ciebie zaspokoić.Ja to wiedzę tak, pannę ruchasz aż dojdzie, potem ona robi Ci loda, handjoba, footjoba, cokolwiekjoba. Druga sprawa, zawsze jest komentarz "hurr durr jak można się masturbować będąc w związku". No normalnie. Partnerka może nie mieć tak często ochoty jak partner, może to rozładować napięcie i podniecenie że w czasie stosunku dłużej wytrzyma, może po prostu chodzi o szybki orgazm bez odgrywania ceregieli przez pół godziny, może widok "bocznego cycka" ekspedientki nie może wyjść z głowy. Stare powiedzenie, że syty nie zrozumie głodnego i tu się sprawdza, kobiety nie zrozumieją mężczyzn i na odwrót. Można tylko pogodzić się z tym, że po prostu tak jest.Na tej samej zasadzie niektóre kobiety myślą, że masturbacja to zdrada. Bo w ich wyobrażeniu na 100% facet wpatrujący się na stopklatce w sterczący sutek wyobraża sobie jakie płytki w kuchni chciałby mieć będąc w związku z tą pornomodelką. Podczas gdy dla każdego faceta to w tym momencie mogłaby nawet nie mieć głowy i kończyn.