Tej niedzieli byłem zagłosować po raz pierwszy po chyba 20 latach przerwy. Na pewno zagłosowałem w pierwszych wyborach po wbiciu pełnoletności, ale potem motywacja szybko wygasła. Nie brałem udziału w wyborach parlamentarnych, samorządowych, prezydenckich, referendach, w niczym. Miałem standardowe myśli typu „1 głos nic nie zmieni”, „nie ma partii z moimi poglądami”, itp. Demokrację uznawałem za ułomny system, miałem w głowie podobne postulaty jak pojawiające się w ostatnich latach, typu zabierania prawa do głosowania ludziom głupszym ode mnie.Przez ostatnie 8 lat także nie głosowałem, choć z innych powodów. Przeszedłem z bycia zawiedzionym demokracją do gardzenia nią. Często powtarzałem cytat obrazujący naszą sytuację: „demokracja działa, dopóki rząd nie zorientuje się, że można kupić głosy wyborców za ich własne pieniądze”. Pewnie średnio ze 2 razy na miesiąc trafiałem na informacje, które na nowo ustawiały granicę dla „no tak daleko, to już się nie posuną”. Nie miałem nadziei i uznawałem, że nie da się już wyjść z tej spirali.Do czasu. W 2020 przy wyborach prezydenckich zastanawiałem się, czy może jednak pójść. Ostatecznie nie poszedłem. Obserwowałem ogłoszenie wyników i jak zawsze zrezygnowany stwierdziłem, że sytuacja bez zmian. Ale – to, jak blisko było w drugiej turze, spowodowało, że uniosłem brew. A co, gdybym poszedł na te wybory? A co, gdyby więcej takich jak ja poszło?Wydarzenia ostatnich lat, ostatnich miesięcy, wielkie manifestacje powodowały, że to wspomnienie wracało i zaczynałem trochę wierzyć, że może to jest ten moment, kiedy jeszcze może się coś zmienić. Partia rządząca powoli dochodziła do momentu, kiedy już nie będzie miała kogo nowego wkurzyć.Więc poszedłem na wybory.Ostatnie dwie doby były dla mnie bardzo zaskakującym przeżyciem – kompletnie przebudowującym mój światopogląd. Odzyskałem wiarę w demokrację. Dla tych, którzy mają poglądy, jak ja w pierwszym akapicie, mam przemyślenia. Tak silne rozgoryczenie demokracją w naszym kraju bierze się moim zdaniem stąd, że ona w naszym kraju ma duże problemy z prawidłowym działaniem. A nie działa prawidłowo, bo ludzie, dzięki którym mogłaby zadziałać – są rozgoryczeni tym, jak nie działa. Przy tej rekordowej frekwencji zrozumiałem, że właśnie doświadczyliśmy bardzo dobrej prezentacji, jak może działać demokracja.Po tych wyborach przestaję być osobą z pierwszego akapitu. Mój jeden głos ma znaczenie, niezależnie od tego na jaką partię zostanie oddany, bo przykłada się do końcowego wyniku, gdzie procentowy rozkład partii reprezentuje procentowy rozkład poglądów społeczeństwa (idealnie byłoby, gdyby następnie te partie zaczęły rozmawiać ze sobą i czasem łatwiej, czasem trudniej ustalać wspólny front w rządzeniu na podstawie tego, jaką część społeczeństwa reprezentują, zamiast pluć na siebie jadem. Pewnie zbyt idealistyczne podejście? ). Nie chcę ograniczać prawa do głosowania nikomu, każdy ma prawo oddać swój głos, aby przyłożyć się do zdefiniowania rozkładu głosów na partie. Nawet gdy głosuje na partię, z którą mi nie po drodze, nawet jeśli został omamiony, bo wierzę, że nie da się omamić 100% społeczeństwa, co oznacza, że będą w rządzie partie, które temu omamieniu będą starały się przeciwdziałać. Jednak, aby to się wydarzyło, musi w przyszłości nadal trwać największy sukces tych wyborów – frekwencja. To ona moim zdaniem najbardziej przyczyniła się do tego, że te wybory były inne. Dlatego ja od dziś idę na każde wybory. Liczę, że Ty także rozważysz taką opcję.Do młodych nie należę, więc raczej nie załapuję się na te częste podziękowania w kierunku młodych w Internecie, mediach, że poszli na wybory. Ale za to mogę się do tych podziękowań dołączyć. Cieszę się, że dzięki Wam mogłem tego doświadczyć.#wybory

