Mirki, mam pytanie z zakresu #samoobrona i #psyChodzę na wieczorne spacery po mieście, niestety problem jest z #psiarze. Zazwyczaj, gdy mijam kogoś z psem to maksymalnie schodzę na bok chodnika, nie lubię, gdy podchodzi do mnie obcy pies. Zazwyczaj co mądrzejsi właściciele, to przyciągają psy do siebie, niestety niektórzy trzymają je luźno na smyczy i pozwalają podchodzić do nóg mijanych ludzi. Ostatnio, gdy mijałam parkę ze średniej wielkości psem, standardowo zeszłam do prawej strony i zwolniłam kroku, żeby czasem burek nie poczuł się zagrożony. Oni szli środkiem chodnika, pies podszedł mi do nóg i zaczął warczeć. Na szczęście nie ugryzł, ale mikro zawał przeszłam. Psiarze, jak to psiarze, nawet nie przeprosili, tyko "hehe, Pimpuś, no co ty" i poszli dalej, a ja zostałam z sercem w gardle. Macie jakieś rady na przyszłość, co nosić ze sobą na takie okoliczności? Polecacie jakiś gaz pieprzowy - jakiś konkretny rodzaj? Kompletnie się na tym nie znam, ale chciałabym coś mieć na wszelki wypadek, jeśli jednak jakiś pimpuś znowu będzie nie w humorze.#kiciochpyta

