Wiecie, co mnie najbardziej wkurza we wszelkiej maści dyskusjach (przede wszystkim internetowych)?Gdy użyje się jakiegoś argumentu, jest się od razu szufladkowanym do jednej kategorii i z automatu przylepia się łatkę przeciwnika
Uważasz, że wiele wypadków w Polsce jest z powodu kiepskiej jakości dróg? Pewnie jesteś z tych, co lubią zapierdalać! Jak to, twoim zdaniem powinni mocniej karać za przewinienia? A co ty, pies policjant? Co mówisz? Policja źle funkcjonuje? Pewnie jesteś rasowym sebą co wyznaje JP i dlatego tak na nich narzekasz!Nie ma opcji, by komuś przetłumaczyć, że można mieć niebinarny pogląd na jakąś kwestię, a późniejsze argumenty są traktowane jako próba odwrócenia kota ogonem. A jeszcze jak przypadkiem ktoś odbierze wyrażoną opinię jako atak personalny (nawet przy wyrażeniu opinii w sposób maksymalnie neutralny), to już w ogóle można zapomnieć o merytorycznej dyskusji. Jest to szczególnie znamienne, jak się wyraża jakikolwiek pogląd choćby delikatnie nacechowany negatywnie względem kobiet.
Cooo, jesteś za równym wiekiem emerytalnym? Ty mizoginie, pewnie żadna ci w życiu nie dała i dlatego nas nienawidzisz!Takie zjawisko było mi znane dawno temu wyłącznie w internecie wśród naprawdę młodych, którzy byli mniej więcej w gimbazie, ale z przerażeniem zauważam, że umiejętność prowadzenia dyskusji zanika w każdej grupie wiekowej, zamiast tego jest bezrefleksyjne przekonanie o słuszności swoich przekonań, połączone z niezwykłą wrażliwością na kontrargumenty i silną agresją na jakiekolwiek podważanie własnego poglądu.Dlatego już nie tylko w internecie swoją aktywność we wszelkiej maści debatach i kłótniach ograniczyłem niemal do zera, ale również w kontaktach bezpośrednich coraz częściej wolę zwyczajnie milczeć (i czasem nieco gotować się w środku), niż próbować wdawać się w jakąkolwiek dyskusję, mimo, iż kiedyś bardzo się w nie angażowałem. #zalesie

