Tydzień urlopu w domu, na którym nie wyszedł wyjazd nigdzie z przyczyn ode mnie niezależnych, pokazał mi, że ja jednak wole pracować, niż w nim siedzieć.Po pierwsze w pracy robię co chce tzn nie jestem szefem wszystkich szefów, ale są tematy do zrobienia i sobie mniej więcej dobieram co zrobię w tym tygodniu, co nie jest aż tak ważne itd. Moja praca jest doceniana, nawet jak coś się wysypie, no to po prostu zrobię co do mnie należy i po temacie.W domu? Mam wrażenie, że jak siedzę i "nic nie robie" czyli przed kompem/książką to jest obraza majestatu. Zrób to, zrób tamto, zrób siamto. Nagle wszystko jest do poprawy, tu jakieś karnisze nawiercać, tu jakieś szyby wklejać i choy wie co jeszcze. To źle, to nie tak. Okazuje się, że nawet pranie źle rozwieszam xD. Dobrze, że zmywarkę dobrze puszczam. Teraz różowa ma jeszcze jakiś napięty okres, tak że wścieka się na wszystko z nerwów, to jeszcze wybucha złością. Próbowałem o tym rozmawiać, to stanęło na tym, że "taki okres". Jeszcze proponuje jej różne rozwiązania, za które zapłacę, a odciążyłoby i ją i mnie - katering, sprzątaczka, żeby nie tracić na to czasu, to kur obraza, że wielki panicz nie może kibla umyć. No moge ale po co mam poświęcać 2h na umycie łazienki i kuchenki, blatów, jak to kosztuje 80-100 PLN, babka praktycznie mieszka ulicę obok. Kosztuje mnie to wypicie kawy rano. Chyba ma tak po ojcu bo on nie potrafi wysiedzieć 10 minut na dupie, tylko że się kręci cały dzień i choj wie co robi koniec końców, bo jak trzeba coś mierzalnego, przynoszącego bezpośredni efekt zrobić, to temat jest bardzo długo załatwiany. Ale robotny xD. Pewnie gdyby połowę tego czasu co zmarnował na te "roboty" poświęcił na naukę czegokolwiek to by wyszedł stokroć lepiejEhh, fajnie że jutro do pracy, chyba wezme jakieś nadgodziny, to jeszcze parę kafli na koniec msc więcej będzie#zwiazki

