Pół roku temu na #tinder poznałam kogoś. Oboje jesteśmy w okolicach 40-ki, bez zobowiązań. Spotykaliśmy się przez jakieś 4 miesiące - niestety, z uwagi na pewne okoliczności w jego i moim życiu w tamtym czasie nie mogliśmy się spotykać tak często, jak byśmy chcieli, ale codziennie ze sobą rozmawialiśmy. Nie sprzyjało też to, że oboje nie mieszkamy w tym samym mieście. Nie spieszyliśmy się z niczym (nie doszło do niczego więcej poza pocałunkami), chcieliśmy się lepiej poznać i generalnie wszystko było super i wszystko zmierzało do tego, żeby stworzyć coś poważniejszego. Świetnie sie nam spędzało wspólny czas i byłam lekko zauroczona jego osobą. I nagle, po tych 4 miesiącach powiedział, że nie szuka teraz związku, ale chciałby się dalej spotykać. Ja zakończyłam znajomość, bo bałam się, że poczuję coś więcej, a On nie. Odezwał się kilka dni temu - napisał, że tęskni, że chciałby się spotkać. Ucieszyłam się w pierwszej chwili, bo to wartościowy mężczyzna, ale po krótkiej rozmowie doszło do tego, że powiedział, że niczego nie chce mi obiecywać, ale chce zobaczyć co przyniesie czas. Dla mnie to strata czasu skoro ewidentnie On nie chce się angażować. Dobrze robię, prawda?

