Od czasu moich 30 urodzin (teraz mam 30 lvl) pogarsza mi się nastrój. To jakiś moment podsumowania i moje podsumowanie mnie dołuje. To co do tej pory tutaj czytałam - że 30 lat dla kobiet to życiowa ściana - jest wg mnie prawdą. Kobieto, albo się ogarniesz przed 30, albo jesteś w dupie. Co mi w życiu wyszło: -Skończyłam studia, po których mam odpowiedzialna pracę, którą lubię na tyle, że nie umiem sobie wyobrazić samej siebie w innej roli. -Mam chłopaka od 5 lat, którego kocham. -Mam dobre kontakty z rodziną i przyjaciółmi. -Jest parę rzeczy, które lubię robić i które chcę rozwijać. -Nie mam uzależnień ani długów, utrzymuje się sama. -Nie podjęłam żadnych ostatecznych decyzji, których bym żałowała. Byłam i jestem wierna sobie. Co mi w życiu nie wyszło:-Skończyłam studia, po których mam odpowiedzialną pracę, którą lubię, ale finansowo cały czas muszę wkładać w rozwój i kokosów prędko mieć nie będę. Może nigdy nie będę ich mieć. -Mam chłopaka od 5 lat, którego kocham, ale który nie chce „na razie” brać ślubu ani mieć dzieci. Nikt mi nie daje gwarancji, że moment jego „chcę” nadejdzie. A ja marzę o założeniu rodziny. -Nie mam swojego mieszkania. A marzę żeby mieć. I pewnie nigdy mieć nie będę. -Mam małe oszczędności. Tak więc zegar biologiczny tyka, latka lecą. A tu ani kasy, ani rodziny. Ani że mnie karierowiczka, ani madka. A chciałabym chociaż w jednym z tych pól coś faktycznie „mieć”, osiągnąć, zrealizować. Jak tak dalej pójdzie to skończy się na psychiatrze. #zalesie #rozowepaski

