Czy da się w wieku 30 lat coś zrobić sensownego ze swoim życiem tak od zera? Wziąłem utknąłem na prowincji bez pracy, bez perspektyw po g*wnianych studiach inżynierskich, które mi się dłużyły, które z trudem dociągnąłem do obrony (żeby to chociaż były imprezki, a to było w większości gnicie) + parę lat leczenia psychiatrycznego i oto jestem. Izoluję się od jedynych znajomych-rówieśników ze wstydu, bo oni są ludźmi sukcesu obracającymi dużymi pieniędzmi i zakładającymi rodziny, a ja jestem nikim. Chowam się w ogóle przed wieloma napotkanymi znajomymi twarzami byle nie musieć tłumaczyć się ze swojego życia. I nie wiem co robić. Równie dobrze mogłem spędzić 10 lat w więzieniu i wyszłoby tak naprawdę na to samo. Nawet żeby CV napisać to z roku na rok powiększa się ta luka, z której będę się musiał tłumaczyć nie wiadomo jak. Raz spróbowałem pracy fizycznej to się nie nadawałem, byłem za słaby, nabawiłem się kontuzji. Zdolności to tylko jakieś uzdolnienia plastyczne, których też nigdy nie wiedziałem jak wykorzystać, jak zmienić w zawód i w ogóle się wybić, więc to też o kant d*py rozbić. W około zapowiedzi kryzysów ekonomicznych, mieszkaniowych, wojennych, rozwój AI i jeszcze ta samotność, która też nie daje człowiekowi żadnego kopa, że się nie widzi szans na przetrwanie w tym świecie. Czy istnieją w ogóle ludzie, którzy się z takiego syfu, z takiego marazmu podnieśli i zmienili w tym wieku życie o 180 stopni? Czy może w tym wieku i w takiej sytuacji to już lepiej siąść z żulami pod sklepem i dmuchać znalezione butelki do oddania w automatach kaucyjnych?#zalesie

