Problem z szeroko pojętą rodziną partnerki, a być może i partnerką.Cześć Mirki. Piszę do Was w zasadzie z dość dziwnym/ głupim według mnie pytaniem, ale no zapytać nie zaszkodzi. Moja partnerka ma ogromną rodzinę, ta rodzina ma dużo znajomych itp itd. No często imprezy, chlania i w ogóle. Co prawda no z partnerką mieszkamy w innym miejscu w Polsce i często omija nas to, no ale niektórych dat nie da się ominąć.Problem polega na tym, że jesteśmy totalnie inni, ja nie mówię, żeby się nie napić, nie posłuchać muzyki, ale nie jara mnie skakanie jak małpa, nie wiem wchodzenie na dach, chlanie z czego popadnie, przychodzenie jakichś randomowych ludzi. Ja, co prawda jestem autystykiem, więc inaczej wiele rzeczy odczuwam, ale nie do końca wiem, jak sobie z tym wszystkim radzić, skoro ewidentnie nie pasuje do tego środowiska. Partnerka na co dzień jest nazwijmy to wyciszona i spokojna, ale w chacie rodzinnej też zachowuje się jak małpa. Zastanawiam się nad wszystkim, choćby nad tym czy ten związek też ma jakikolwiek sens. No nie może być też tak, że każde święta spędzane oddzielnie, że jak pojawi się dziecko to będę chciał ograniczać dziadków ( którzy akurat notabene są w miarę okej). Ja wiem, że można powiedzieć " z takiego powodu chcesz kończysz związek, to co to za związek", ale to właśnie też jest problem, że no ja coraz częściej widzę, że jesteśmy inni, no mamy inne podejścia do życia, do wszystkiego #milosc#zwiazki

