Mam dość nietypowy problem w #zwiazki.Jestesmy malzenstwem po 30stce. Jest lepiej niz gorzej, wiadomo wzloty i upadki. Ale tydzien temu poklocilam sie naprawde mocno z mezem. Wylaly sie wiadra pomyj trzaskania drzwiami. Szczegoly nie sa zbyt wazne ale po klotni maz podszedl i powiedzial " ja chciec sie pogodzic". Dla mnie to byl troche oczyszczajacy atmosfere zart, a potem juz wieczorem tak mowil "ja chciec obejrzec film ale rano miec wczesnie praca" itd. jeszcze w tej konwencji to bylo ok. Ale następnego dnia jak przebieral dzieciaka do szkoly to z nim gadal normalnie a dla mnie "ja cieszyc sie ze widziec zona" !! I potem dalej sobie robil te jaja przez caly tydzien. Wczoraj zmarnowal mi sobote. Dzisiaj jak chce poruszyc temat on mowi "ja nie rozumiec trudne tematy, ja chciec byc blisko ciebie." Wlasciwie na kazda zaczepke. No ok ale dla mnie ten dowcip przekracza juz granice zenady. Plus mowi "ty mowic do mnie prosciej tak zeby ja zrozumiec".Co zrobic bo to bylo spoko przez jeden dzien ale tak jest od tygodnia i zwariuje

