Dość dużo kiedyś piłem różnych alkoholi, można to nazwać alkoholizmem, bo jak najbardziej spełniało wszystkie kryteria.Moje picie miało 2 podłoża: po pierwsze zapijałem problemy jakie napotykałem w życiu. Związkowe i różne inne porażki, które były na drodze. Drugie podłoże to było z nudów. Wolna sobota to czemu by się nie napić. Piłem w ukryciu i do monitora. Przyszedł taki jeden dzień i po prostu to rzuciłem. Jednego dnia i bezpowrotnie po prostu uznałem, że jestem w złym stanie i kończę z piciem.Było to 4 lata temu, więc 4 lata już nie piję. Kiedyś najgorszym problemem był wieczór, nie mogłem spędzać go na trzeźwo bo mnie nosiło. Teraz nie mam z tym żadnego problemu. Tak samo zmieniło się moje podejście do rozwiązywania problemów. Nie muszę ich zapijać, radzę sobie z nimi na trzeźwo.No i teraz się zastanawiam, bo nie chciałbym do końca życia być tym, co przy każdej okazji odmawia alkoholu. Chciałbym jednak towarzysko się czasem napić.Pytanie czy ktoś przeszedł podobną drogę i udało mu się wrócić do okazjonalnego picia i zawieszania kontroli?#alkoholizm #alkohol

