Napiszcie co o tym sądzicie. Planujemy z różową ślub, ona chce duży, w sensie dużo gości, tj. ze 100+. Ja chciałbym jak najmniejszy. Tu nie chodzi o pieniądze. Ja ze swojej rodziny to chciałbym widzieć tylko rodziców swoich. Wyprowadziłem się w wieku 18 lat z domu, w wieku 19 lat przeprowadziłem się daleko i w sumie wszystkie wujaszki itp są dla mnie zupełnie obcy. A nawet i babcia którą widziałem pewnie ostatnio z 15 lat temu. Za to moja różowa jest mega rodzinna, zna wszystkich, no ma normalne relacje. Ona chce zaprosić ich i chciałby aby ja też to zrobił ze swoimi. Co powinienem zrobić w tym przypadku? Iść na ustępstwo i niech rodzice proszą z naszej strony kogo chcą? Czy olać i mieć tylko rodziców?Druga kwestia znajomi. Są osoby z którymi kiedyś się trzymałem bardzo dobrze, byłem na ich ślubach ale np. od 2-3 lat kontakt jest praktycznie zerowy. Różowa naciska, że wypada zaprosić. Ona swoich znajomych chce prosić wszystkich i w sumie co do tych osób to mam to gdzieś. Ale np. nie chce mi się oglądać na swoich ślubie swojego dawnego przyjaciela który np. ograniczył ze mną ostatnio kontakt, a jak już gdzieś się spotkaliśmy to dopytywał czy wreszcie (po 15 latach związku) się oświadczyłem.Strasznie mnie ta cała sytuacja stresuje, selekcja gości jest trudna, są naciski ze strony różowej, ze strony rodziców. Ja wiem, że ślub jest nasz ale mamy inne zdanie, ja swoje wymarzone wesele to bym sobie spędzi tylko przy obiedzie z rodzicami i po samym ślubie cywilnym.#wesele #slub

