JAKIM CUDEM LUDZIE SIĘ POZNAJĄ I DOBIERAJĄ SIĘ W PARY? Czy ktoś jest mi to w stanie wytłumaczyć?Czuje się jak jakiś odmieniec, odlepieniec jakiś kompletnie nienależący do tego gatunku. Wcześniej myślałem, że to wina jakiegoś mojego pecha lub tindera i tego w jaki sposób ta aplikacja działa ale teraz to zaczyna mi się wydawać że żyję w jakimś Matriksie bo dla mnie to niepojęte, że ludzie ot tak łatwo dobierają się w pary. Podejrzewałem, że może to ja nie stwarzam sobie szans? Okej, przez 10-12 lat używania Tindera miałem kilka szans na wejście w #zwiazki ale to nie były dziewczyny w moim typie, zwykle grube, zaniedbane a ja jednak o siebie dbam. To może nie wychodzę do ludzi? Za mało prób? No dobrze, to teraz przyznajcie się szczerze, ile mieliście w ostatnim roku okazji żeby kogoś poznać (w sensie poznaliście) wychodząc "do ludzi". Dajmy na to na jakiś koncert, do pubu samemu lub ze znajomym albo na siłownię. No właśnie. Wiem i zdaję sobie sprawę, że są jednostki, które nie przejmują się cringem jaki może wywołać nachalne zagadywanie innych w takich miejscach i zaraz napiszą że oni to non stop kogoś poznają (zwykle na 10 min). Ale jednak większość ludzi taka nie jest, wstydzi się zagadywać, po prostu no jest... normalna i zachowuje się neutralnie.Wiem już co napiszecie, jesteś brzydki. No może ale co to zmienia? Ja się nie żalę że nie mam dziewczyny, jestem tylko ciekaw, gdzie jest różnica. Jak w takim razie wyglądała by sytuacja gdybym nie był? Gdzie te dziewczyny by się pojawiały niby? Na portalu takim jak #tinder rozumiem, że będę miał mniej par ale poza tym? Jak ci ludzie się w takim razie poznają w realu? Idzie typ ulicą, mija dziewczynę i nagle ta mu się rzuca na szyję? Wątpię. Dziewczyny nawet nie patrzą się w kierunku facetów a co dopiero jakieś uśmiechy czy inne dawanie sygnałów na ulicy.Powiecie, że na studiach albo przez znajomych. Studiowałem informatykę gdzie było 99% facetów a jednak większość z nich teraz jest w związkach. No to jak? Przez znajomych. Jak przez znajomych? Zwykle ludzie trzymają się swojej grupki, ktoś nowy pojawia się od świętego dzwonu (bo i skąd miałby się wziąć?). Ja wiem, że to nie jest tak, że nikt nie poznał się przez tindera, znajomych, w pracy czy Lidlu. Na bank poznał. Ale to powinny być jakieś promile. Tych par na ulicy powinno być dużo mniej?Spotkałem się też z teorią, że obecnie w Polsce jest faktycznie mało par i było kiedyś badanie z 2017 czy 2018 roku, teraz zapewne jest gorzej, gdzie mówili że prawie połowa facetów to single. Natomiast to, że widuję ciągle wszystkich w parach wynika z tego, że będąc w związku jest ciągłe parcie na wychodzenie gdzies, robienie sztucznego tłumu, spędzanie czasu w restauracjach, nie kiszenie się w domu. Single nie mają takiej potrzeby i rzadziej gdzieś wychodzą. Co sądzicie o tej teorii?Bardzo chętnie posłucham jak to było u Was i liczę na kulturalną dyskusję bez trolowania (takie posty będę usuwał).

