Jak podchodzicie do przeżytych wspólnych doświadczeń które tworzą związki? Gdy było się młodym, to cały ten nasz świat to były jakieś osoby, z którymi mieliśmy wieelee lat przyjaźni, wspólnych interesów, imprez, doświadczeń i z tego tworzyła się jakaś liczba ludzi z którymi się trzymaliśmy, dziewczyny/chłopacy i kumple/kumpele.Czy krótko mówiąc robi to problemy w późniejszym życiu? Jak, zdrowi psychicznie ludzie, tworzą związki gdy nie ma tego budulca? W miarę poznawania się i uprawiania z sobą seksu akurat niektórzy z tych osób zostają na dłużej i tyle? xdChodzi mi o to że ostatnio zdałem sobie sprawę z tego że jest inaczej niż jak do tej pory myślałem że jest. Myślałem że ludziom później w życiach, łatwiej dużo bardziej przez swoją otwartość i swobodę o seks niż związki, że mniej chętnie się jakieś więzi tego typu tworzy bo to uciska w życiu. Natomiast jest właśnie inaczej? Skąd ludzie mają wziąć tyle wspólnych doświadczeń co nie. Przecież w dorosłym życiu nie ma jak za szczeniaka że jest tyle czasu na toAle to niemożliwe żeby ludzie byli tak zautomatyzowani i w kij głupi, że jak zwierzęta mają takie warunki to robią tak, ale potem zamiast tworzyć warunki, to nie robią ich, tylko mają po prostu inne zachowanie? Przecież większość jest mądrzejsza ode mnie skoro ja jestem przegrywem? W sensie, lepiej radząca sobie, lepiej odnajdują się? Aż każe mi zadać pytanie jak bardzo ja wykonuje nieświadomie polecenia mojego mózgu - że np. to nie jest tak że chcę czegoś, że nie ma w ogóle, woli powiedzmy w powszechnym tego słowa znaczeniu.Sorry jak chaotycznie#zwiazki #pytanie

