Mam partnera którego bardzo kocham ale jest najtrudniejszym człowiekiem jakiego poznałam w życiu. W dużym skrócie, mój partner to wspaniały człowiek o wielkim sercu i bardzo go kocham ALE dzieli Nas ogromna przepaść emocjonalna. Ja: praca 8 godzin, zajmuje się domem, gotuję, sprzątam, ciasto dwa razy w tygodniu, codziennie umalowana, uczesana, wypachniona. On: praca 10-12 godzin, gry komputerowe, czas realizacji ‚próśb’ domowych około miliona godzin. Ja zawsze dążę do rozmowy i wyjaśnienia problemu, on zawsze do awantury. Nie potrafi przeprosić jak coś zjebie, do tego stopnia że ja go przepraszam za to że było mi przykro jak coś zjebał. Typ bardzo nerwowy, choleryk z domu. Wszystko jest załatwiane pretensjami, kłótnią i krzykami. Ostatnio gdy zapytałam go czy w jego domu był chociaż jeden dzień bez kłótni, odpowiedział że dosłownie kilka takich dni pamięta. Życie z Nim to emocjonalna sinusoida, spędzamy bardzo dużo czasu razem ze względu na pracę i czasami w sekundę może powstać awantura z niczego bo on się na coś zdenerwował i przelewa stres na mnie. Czepia się wszystkiego. To taki typ który wszystkie żarty to zaczepki, przytyki i złośliwości. Rozumiem że to tylko żarty i nie biorę tego do siebie ale męczy mnie to. Dlaczego nie można żartować w miłą stronę? Nawet w głupi przesłodzony sposób, tylko cały czas się zaczepiać w związku. Cały czas pouczanie, jak tylko coś jest zrobione INACZEJ (nie gorzej, cel został osiągnięty) to jest źle. Cały czas słyszę że się czepiam bo zaczęłam odpowiadać na te zaczepki. Tylko on może tak żartować. Nawet w głupich gilgotkach i wygłupach używa za dużej siły i po chwili krzyczy że ktoś (czy ja czy dziecko) zrobiliśmy mu krzywdę. Wszystko odbiera jako atak personalny. Gdy jest jakiś problem ja mówię o uczuciach, jak się poczułam gdy on coś zrobił źle, zawsze odbiera to jako atak. Zawsze się czepiam. Nie mogę niczego wymagać, żadnego szacunku do moich granic bo inaczej wytyka mi że się czepiam. Klnie na mnie, olewa, nie docenia tego co ma i co dostaje w związku. Obraza się i sam nigdy nie przyjdzie porozmawiać. Nie ma między Nami żadnych rozmów o życiu, o przyszłości, o marzeniach, o planach. Mam wrażenie że on się stale czegoś boi. Cały czas gotowy na atak. Kocham go nad życie bo w tym wszystkim potrafi w nocy wstać do sklepu gdy powiem że mam ochotę na lody, zasypuje mnie kwiatami bo wie że je uwielbiam, mówi że kocha codziennie!! Ale bardzo się martwię bo cały czas czymś mnie negatywnie zaskakuje, nie ma u Nas spokoju, co chwilę coś się nowego pojawia co burzy Nasz spokój. Chciałabym żeby był moim przyjacielem, żebyśmy się lubili w tym wszystkim a mam wrażenie że jestem dla niego gorszą kategorią bo cały czas mną gardzi. Nie wiem co robić, czy to ja jestem zjebana i faktycznie mam kija w dupie? #zalesie

