Dylemat związkowy.Mam 30 lat, różowa rok mniej. Oboje dobrze zarabiamy, mamy inne style przywiązania. Ona unikowy ja lękowy. Mam obawy dotyczące mojej relacji. Nie satysfakcjonuje mnie. Czuję się niekochany przez całą naszą roczną relację, pomimo że ona twierdzi, ze chce ze mną być. Ja na początku byłem zauroczony, starałem się aż nadmiarowo, ale gdy odpuściłem, nic się nie dzieje. Seksu brak, chemii brak, praktycznie codziennie się kłócimy. Jestem po długim związku w przeszłości który był nieidealny, ale zdecydowanie stabilniejszy. Z poprzednią różowa w ogóle się nie kłóciłem, z tą dymy o cokolwiek. Raz z jej, raz z mojej winy. Zauważyłem, że nie umiem mówić o niej dobrze i w środku mam do niej dużo żalu i mimo że mam chęci dbania o relacje to czuję, że ta mnie wyniszcza i każdorazowa jej reakcja na moją próbę mnie zniechęca. Nie chcę być samotny, ale w tym związku nie czuję się dobrze. Raz na imprezie po alkoholu powiedziałem jej, że podoba mi się jej koleżanka. Czemu to powiedziałem? Nie wiem. Może dlatego, że poczułem więcej ciepła poza związkiem. Ta koleżanka faktycznie mi się podoba, ale uciąłem kontakt, żeby nie być nie fair, bo mam zasady i nie chcę zdrady, ale ewidentnie mnie coś ciągnie w inną stronę. Jestem na takim etapie życia że chciałbym zakładać rodzinę i chciałbym spokojnej i ciepłej relacji. Nie wiem co mam zrobić. W poprzedniej relacji nawet nie patrzyłem na inne kobiety bo byłem usatysfakcjonowany z ówczesnego związku. Czy to że teraz jest inaczej świadczy o tym, że mój obecny związek jest bez sensu ciągnąć?#zwiazki

