Mieszkam z chłopakiem od roku, a żyjemy jak stare dobre małżeństwo, brakuje namiętności i spontaniczności.Chłopak jest introwertykiem i zdawałam sobie z tego sprawę, ale na samym początku znajomości było trochę inaczej. Spotykaliśmy się w kawiarniach, chodziliśmy na romantyczne spacery, zabierał mnie na wycieczki. Po zamieszkaniu ze sobą tak jakby przestał się starać.Kocham go, ale zastanawiam się czy nie jest dla mnie za spokojny. Weekendy zazwyczaj spędzamy w domu. On lubi spędzać czas sam. Dużo pracuje, wieczorami robi jakieś projekty. Nie czuję się adorowana.Ma zbyt dużo zainteresowań. M.in. historia, czytanie książek, inwestowanie na giełdzie i bitcoin, granie na konsoli, siłownia, bieganie. Przez to nie ma czasu żeby zająć się mną i mnie to wpienia. W dodatku ja lubię gdzieś wyjść, choćby na spacer czy do kawiarni. Lubię podróżować, lubię się odmóżdżyć w klubie ze znajomymi, uwielbiam tańczyć.Czy taki związek ma sens? Trochę inaczej sobie to wyobrażałam. Z drugiej strony mam już swoje lata i ktoś taki spokojny i ułożony na pewno bardziej się nadaje do tworzenia rodziny niż ktoś komu w głowie tylko imprezy, alkohol i marihuana (jak np. mój były).Z tym, że ja nie czuję tego "czegoś". Nie czuję emocji. On jest zbyt poukładany. Nawet nie mam się o co przyczepić do niego, nie jest bałaganiarzem, wyrzuca śmieci, układa ubrania w szafie, nawet prasuje. Wszystko ma ułożone jak w zegarku, codziennie rano wstaje na zakupy po pieczywo, w każdą sobotę jedzie o tej samej godzinie do Lidla na większe zakupy. O tej samej godzinie chodzi na siłownię. Taka rutyna jest dla mnie aż chora, ale on w tej rutynie funkcjonuje i nie lubi gdy musi nagiąć jakiś termin.Prawie w ogóle się nie kłócimy. Jest jakby zbyt idealnie. Zero emocji.#zwiazki

