Cześć, pytanie do osób śledzących tagi #alkohol #alkoholizmStrasznie przytłacza mnie to wszechobecne szczucie na alkohol i spowiedzi różnych alkoholików. Profesorów, mówiących jak to alkohol jest zły itd. Przez te wszystkie filmy, wpisy, wmawiam sobie, że mam problem z alko. A może mam problem tylko tego nie widzę lub bagatelizuje? W młodzieńczych latach (powiedzmy 17 lat) każda impreza łączyła się z alkoholem, wiele razy kończyła się wymiotami w domu XD Później nastał czas studiów, jako, że poszedłem na studia zaoczne, a do tego pracowałem, czasu na alkohol w ogóle nie miałem. Był czas, że nie piłem ponad pół roku alkoholu - nie to, że liczyłem czas i byłem z tego dumny. Po jakimś czasie po prostu zauważyłem, że od miesięcy nie widziałem się z kumplami. Potem były wakacje, więc czasami wychodziłem z kumplem na 2 lub 3 piwa - powiedzmy raz w tygodniu (raz na dwa tygodnie). I tak to się ciągnęło przez kilka lat. Potem rzuciłem palenie, więc alkohol również się mocno ograniczył (nie zrobiłem tego specjalnie, po prostu przy okazji mniej piłem i teraz to zauważam). Napije się coś w weekendy, ale na tygodniu nic - nie dlatego, że sobie zabraniam, tylko w ogóle o tym nie myślę i po prostu nie mam ochoty. W piątek zrobię sobie 3 drinki, w których jest może łącznie 300ml mocnego alkoholu, potem w sobotę podobnie. Kiedyś piłem 1l butelkę wina, ale mi się "przejadł" smak. No i właśnie tak to się ciągnie. Piw może wypiłem w tym roku łącznie 10. Wiele razy miałem tak, że po prostu nie miałem ochoty na żaden alkohol, to sobie kupiłem pepsi do picia xD W każdy weekend się czegoś napije, ale nie myślę o tym cały tydzień, nie wyczekuje tego momentu. Mam po prostu ochotę na drinka i odcinek serialu z żona, która też drinka chętnie wypije. Jeżeli mam jakiś wyjazd w sobotę to nie dramatyzuje i albo w ogóle nie pije, albo napije się jednego drinka. Kilka razy miałem taką sytuację, że wypiłem jednego drinka, chcę zrobić następnego, a tu się okazało, że lodu nie schowałem i się roztopił. W takim razie nie zrobiłem drinka, bo bez lodu już mi nie smakuje. Nie musiałem NA SIŁE wlać w siebie alko. Poza tym, aktualnie mam taką możliwość, aby się tego alko właśnie w weekend napić. Nie mam już studiów. Pracę mam lekką i przyjemną. Ale wiem, że niedługo będziemy starali się o dzidziusia i wtedy alko będę musiał odrzucić całkowicie. Nie przeraża mnie to w ogóle (jak to mówią alkoholicy - mogę przestać pić w każdej chwili xD). Ale u mnie właśnie tak jest, mogę przestać, mogę się dzisiaj nie napić, ale kurcze nie chce. Chcę się napić te dwa / trzy drinki (wypijam je przez jakieś 6 godzin). Bo wiem, że niedługo w ogóle nie będę mógł się napić.Mam porównanie do masy moich znajomych, którzy piją piwa, wina. Oni tego tak nie przeżywają, ale ja chyba jestem podatny na te wszystkie filmiki wmawiające mi, że jestem "wysoko funkcjonującym alkoholikiem", bo pije, ale pracuje. Już słyszałem też o "weekendowym alkoholiku" - no to chyba się w to wpisuje. Czyli jestem alkoholikiem, tak?

