Nigdy nie zapomnę jak miałem mocny epizod depresyjny w wieku 18 lat w technikum.Siedziałem sobie spokojnie, dziewczyny rozmawiały o półmetku i nagle się jedną do mnie odwróciła i spytała z przekąsem czy ja będę miał z kim iść. Ja będąc na skraju psychiki powiedziałem również z przekąsem że tak idę nawet z dwoma. Potem się zdarzyło coś co będę pamiętał do końca życia.Powiedziała z taką złośliwością i niechęcią, że "no ty to na pewno". Oczywiście wszystkie lochy dookoła poczuły że zwierzyna - czyli ja zaczęła krwawić i zaczęły się podsmiechiwać pod nosem ze mnie - nawet te co myślałem że są normalniejsze i mamy nawet dobre stosunki.Na dodatek jedna się musiała wtrącić że chodziła do tego samego gimnazjum co ja i zawsze siedziałem lub stałem pod klasą.To jest właśnie takie serum rzeczywistości - nie masz wyglądu == jestes śmieciem, któremu nie można nawet dać spokoju żeby sobie siedział w spokoju i walczył z demonami w swojej głowie, tylko trzeba mu dojechać dla zasady.Jest to wręcz najczystszy pokaż gadziego mózgu i ludzkich instynktów, który pokazuje że poza genami niewiele istnieje.Ogólnie nie wiem czy zauważyliście na swoim przykładzie, ale chodząc do podstawówki miałem dobre relacje z koleżankami - jak tylko poszliśmy do gimnazjum, to zaraz zaczęły się kręcić kolo lepszych genetycznie samców, a dla mnie stały się wredne i szorstkie, mimo że nic im nie zrobiłem, a rok temu jeszcze mogliśmy normalnie porozmawiać, czy pójść na rowerze pojeździć całą paczką...#blackpill #przegryw

