Opublikowane
Wczoraj, tak jak w każdą chyba sobotę na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy, oglądaliśmy kilka domów na sprzedaż. Kto kupował mieszkanie w Londynie ten w cyrku się nie śmieje - przez ten czas widzieliśmy już naprawdę sporo i coś co na początku szokowało, na co patrzyliśmy z niedowierzaniem czy z politowaniem przestało robić już jakiekolwiek wrażenie. Ale nie o tym... W poprzednią sobotę przeniosłem się w czasie...Dom w dzielnicy Sutton w południowym Londynie, wybudowany już po wojnie. Dokładnie taki sam jak wszystkie inne na ulicy, skromnie urządzony i wposażony, ale bardzo schludny, choć w miarę nowe meble zdążyły pokryć się już słuszną warstwą kurzu. Właścicielka zmarła, sprzedaje rodzina - ludzie z Australii. Oglądamy schematycznie, tak jak każde inne mieszkanie do tej pory. Znajomy rozkład. Korytarzyk ze schodami na górę, living, jadalnia, kuchnia z drzwiami na ogródek, altanka... Idziemy na górę. Duża sypialnia, łazienka.... czas na mniejszy pokój, a tam...Czas zatrzymany w latach sześćdziesiątych. Adapter i lampowe radio. Płyty Beatlesów i ze słuchowiskami BBC, cały regał młodzieżowych książek i magazynów podróżniczych, mapa starego świata nad łózkiem, "tekturowy" tornister w kącie, wyprasowany mundurek szkolny przewieszony przez oparcie krzesła przy starym biurku z podnoszonym do góry blatem, całym w kleksach atramentu. Niedokończony drewniany model żaglowca, w ramkach czarno-białe zdjęcia chłopaka - jedno w wieku dziecięcym, reszta na oko 15-16 lat, choć kiedyś dzieci dorastały szybciej więc może mniej, sflaczała piłka do rugby z czyimś podpisem, Bobby Moore z pucharem świata...Nie mogłem stamtąd wyjść... Nie mam pojęcia dlaczego ten pokój zachował się w takim stanie, agentka też nie wiedziała, ale wyglądał tak, jakby któregoś smutnego dnia mieszkający tam chłopak po prostu nie wrócił do domu. Wypadek? Choroba? Raczej na pewno zmarł a pogrążeni w żałobie rodzice nigdy nie mieli sił aby cokolwiek w nim zmieniać, matka pielęgnowała pamięć po swym nastoletnim synu, rówieśniku mojego ojca, do końca swoich własnych dni...Rodzina z Australii, zanim dom trafił na market, ponoć musieli sądzić się między sobą i ustalić kto jakie ma prawa i bronić jak największych udziałów. Nikt nie pokwapił się by przyjechać, aby uprzątnąć pamiątki, najważniejsze żeby funty się zgadzały, reszta to nic nie warte śmieci...#uk #feels #gownowpis

Dyskusja

Nie ma jeszcze anonimowych odpowiedzi.

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clw3gtj5f00omplus0yefz56k

Dodane: 12 maja 2024 - 13:42:10
Opublikowane

Autor był widzianyponad 2 lata temu