Hej, Tydzień temu obchodziłam swoje 28 urodziny i z tej okazji naszła mnie refleksja co do mojego dotychczasowego życia. Pochodzę z biednej rodziny, wychowałam się na wsi, moi rodzice również i ogólnie całe dzieciństwo i najmłodsze lata wspominam... biednie. Nie jeździliśmy na wakacje, na wszystkim zawsze trzeba było oszczędzać, rodzice niespecjalnie zabierali mnie na jakieś wycieczki czy atrakcje, nigdy nie miałam nawet roweru... Ogólnie można powiedzieć, że większość czasu spędziłam w domu. Byłam też bardzo zamkniętym w sobie dzieckiem, cichym, spokojnym, żyjącym raczej w sferze marzeń. Przez to, że byłam niepewna siebie, małomówna, zawsze czułam się gorsza to mocno odstawałam od rówieśników w szkole. Nikt nie zapraszał mnie do siebie, a najmocniej odczułam to w szkole średniej. Zawsze sama w autobusie podczas szkolnych wycieczek, sama w ławce, nikt nie zaprosił mnie na 18. I żeby nie było, nie mam o to pretensji. Jak myślę sobie o tym to wcale się nie dziwię, bo z boku mogłam wyglądać na dziwaka. Dopiero podczas studiów otworzyłam się na ludzi i od tego czasu w moim odczuciu zrobiłam duży progres (oczywiście nie mam super kariery, gromadki dzieci, mieszkania na kredyt, ale udało mi się zdobyć dwie przyjaciółki, otworzyć się na ludzi i nowe wyzwania). Ale mam wrażenie, że dzieciństwo odcisnęło na mnie na tyle duże piętno, że rzutuje to na moją dorosłość. Cały czas czuję się jak dziecko, chociaż pracuję, zarabiam na siebie, utrzymuję się sama i mam partnera z którym poważnie myślimy o przyszłości. Mówiąc, że czuję się jak dziecko mam na myśli to, że wciąż mieszka we mnie ta mała zalękniona dziewczynka, która boi się życia i tego, że sobie nie poradzi. Która porównuje się do innych i wyrzuca sobie, że gdyby była "normalna" jej życie mogłoby wyglądać teraz inaczej. Która ciągle z niepokojem czeka na to, aż coś się zepsuje w jej życiu nie wierząc w to, że może być szczęśliwa. Która ma wrażenie, że żyje obok innych, a nie uczestnicy w tym życiu co wszyscy. Pracuję nad sobą cały czas, ale czasem jest ciężko. Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia? Jak sobie radzicie? Udało Wam się zbudować normalne życie? Nie mam pretensji do rodziców - oni też nie mieli łatwo, a za moje życie odpowiadam głównie ja sama. #depresja #przemyslenia

