Pytanie odnośnie granic "prywatności" w związku. Jak to jest, że siedzenie ze swoją połówką w kiblu podczas brania prysznica, czy korzystania z toalety jest ok, wąchanie czyichś pierdow jest ok, sypianie z kimś noc w noc jest ok, robienie komuś dobrze ustami jest ok, ale skorzystanie z telefonu połówki lub wzięcie telefonu do ręki podczas nieobecności jest "przekraczaniem granic prywatności"? I nie chodzi o bezczelne trzepanie telefonu, tylko na zasadzie: mój telefon jest podłączony do ładowarki w pokoju obok, potrzebuję zamówić żarcie/zamówić coś w necie i jest afera, bo bierzesz nie swój telefon do ręki... Czy to nie jest chore? Zawłaszcza w długoletnim związku#związki

