Pierwsza taka niedziela od wielu, bo prawie 5 lat. Wstałem o 7:00, ogarnąłem higienę i wybrałem się do kościoła na Msze św. Po obrządku wróciłem do mieszkania trochę dłuższą trasą, naokoło przez park, robiąc tym samym prawie 7 tysięcy kroków. Po powrocie nie położyłem się z powrotem do wyra, tylko wziąłem się za przyrządzenie pożywnego śniadania, mianowicie jajecznicy z pięciu kurzych jaj smażonej z dodatkiem boczku. Jajka dostałem od kochanej cioci, a boczek w słupkach miałem z marketu. Do śniadania w zwyczaju mam delektowanie się bawarką, powstałą z połączenia krótko parzonej herbaty earl grey (6 minut) i mleka bezlaktozowego. Z okazji rozmyślania nad tą wyjątkową chwilą zapomniałem dodać soli i pieprzu na patelnię, ale nadrobiłem to, gdy danie znajdowało się już na talerzu. Po zakończonym przygotowaniu posiłku, zająłem miejsce przy stole, po czym odpaliłem ostatnimi czasy swój ulubiony serial - Złotopolscy. I tak się żyje w tej samotności. Chciałoby się dodać, że powoli, ale nie. Czas gna niesamowicie szybko do przodu, bo jeszcze nie tak dawno byłem dzieckiem, a śniadanie przygotowywały mi mama albo babcia. Obecnie, moje obie piastunki już odeszły, a mając niejednego już garba przykrych doświadczeń, zbliżam się do czwartej dekady życia. :(#przemyslenia #depresja

