Opublikowane
Ehhh mirki, po trzech latach związku ze świetną z charakteru dziewczyną zaczynam odczuwać… małą pustkę. Poznaliśmy się na wypadzie na imprezę i tak zostaliśmy na dłużej. Moje obawy i odczucia nabierają na sile od kiedy zaczęliśmy mieszkać razem. W związku trzyma mnie tyle rzeczy ile zaczyna mnie od niego odsuwać. Czuję się jak między kowadłem a młotem, a wizja rozstania odrobinę mnie przytłacza ze względu na kontekst i okoliczności. Temat nawet omówiłem na terapii i opowiem o tym więcej za chwilę. Long story short - jestem gościem, który dźwignął na barki uczciwą i pokrzywdzoną dziewczynę, dla której zrobiłem wiele, a teraz zaczynam się czuć jakbym mieszkał z przyjaciółką.Aktualnie mam 27 wiosen, ona młodsza o kilka miesięcy. Ja jestem ustabilizowany zawodowo w IT, ona studentka medycyny - a jak wiadomo tacy stają na nogi po 30. Poznaliśmy się na Tinderze, imprezie i po wirach uczuciowych. Ona po przemocowym, toksycznym związku, a ja po nieudanych podbojach miłosnych. Ja wyciągnąłem kilka wniosków po randkowaniu, zrobiłem lepiej wszystko co wsześniej spieprzyłem i nauczyłem się „uwodzić”.Bardzo dobrze się dogadaliśmy pod względem humoru, charakteru i naszych ulubionych rzeczy. Ja mam bardzo silną ekipkę przyjaciół, z którymi razem znam się od kilkunastu lat, spotykamy się co najmniej raz w tygodniu i bardzo mocno się wspieramy, a do naszego grona lubimy przyciągać podobne osoby - taka też okazała się moja wybranka. Od razu dobrze się wpasowała i sam chętnie ją „przygarnąłem” i wprowadziłem w klimat.Nie obyło się też bez moich wątpliwości i obserwacji, które teraz z perspektywy czasu, wydają się dosyć kluczowe. Dziewczyna, która sporo przeszła - operacje na sercu, samotna matka z dwubiegunową chorobą, toksyczny facet który podniósł na nią rękę i stąd wypracowała sobie mentalność ofiary, choroby psychiczne, lęk przed odrzuceniem i people pleasing, który niestety mnie kupił i rozczulił.Po tygodniu znajomości ze łzami w oczach powiedziała mi, że „nie poradzi sobie beze mnie”, a wiem od niej, że jestem jej totalnym crushem i odzwierciedleniem preferencji. To mnie totalnie wtedy złamało i nie mogłem komuś tego zrobić, kto faktycznie okazywał chęć do pracy nad sobą. Na powodzenie nie narzekałem w tamtym czasie, a potrafię się dogadać z każdym w ciągu minuty, przez dosyć dobrą inteligencję emocjonalną, moim skromnym zdaniem. Niestety stałem się też tego zakładnikiem.Przeżyłem z nią pierwszy UDANY seks (nie w ogóle, ale wcześniejsze podejścia to były zabawy gówniarzy a nie seks i zupełnie inny poziom doświadczeń serotoniny/dopaminy), motylki i doświadczenia życiowe. Została świadkową na ślubie mojego przyjaciela, tak abyśmy we trójkę z kolejnym przyjacielem mogli siedzieć przy jednym stole. Rodzice ją pokochali, przyjaciele również. Udało nam się zorganizować wiele świetnych i niezapomnianych wypadów za granicą na wiele tygodni. Tutaj również towarzyszyli nam rodzice, znajomi. Generalnie rzecz ujmując - jest to mocno „zakorzeniony” związek jak na trzy lata i widząc jak fajnie ułożyło nam się to wszystko. Zniszczenie tego ze względu na narastające wątpliwości i obserwacje łamie mi serce, że mógłbym kogoś tak zostawić na lodzie. Dodatkowo każdy z tych osób do okoła , nawet biorąc pod uwagę moją naturę osoby, która lubi spędzić czas sama, byłoby ogromnym szokiem „jak to”. Z zewnątrz wszystko wygląda perfekcyjnie, ale pojawia się nuta niepewności.Skąd ta niepewność? Niepewności pojawiają się u mnie z wielu pobudek, a za niektóre z nich jest mi nawet wstyd przed samym sobą. Tutaj mogę powiedzieć coś anonimowo, więc chociaż tutaj wyleję moje żale.Pierwsza rzecz to poczucie dźwigania ciężaru i odpowiedzialność za nią. Dziewczyna dostaje alimenty od ojca… czasami, a teraz w ogóle. Mieliśmy momentami cięższe rozmowy (nie kłotnie, jestem z natury ugodowym człowiekiem i nasze kłótnie to chłodne rozmowy, po których następuje rozejm). Po jednej z takich rozmów zamieszkaliśmy razem, bo chciałem jej również pomóc z utrzymaniem się dorzucając się do większego, niż moja ówczesna kawalerka, mieszkania - tak aby dodatkowy budżet mogła poświęcić na terapię. Pech chciał, że idealnie po wprowadzce ojciec przestał płacić alimenty. Teraz czuję się uwiązany, bo beze mnie mieszkania nie utrzyma, a mama nie jest w stanie jej pomóc.Idąc dalej, pomimo idealnego dopasowania charakterem z bólem wyznałem, że byłbym wniebowzięty gdyby wzięła się za siebie, ale nie pomaga jej w tym słabsze serce… Przełknąlem to ze względu na inne zalety, bo nie chcę myśleć życzeniowo i tak powierzchownie. Ona wiele razy mi pomogła, a sam nie zawsze jestem w idealnej formie psychicznej i tutaj okazała sporo wsparcia.Teraz nawiększy mój problem - w wielu sferach odczułem ostatnio spadek jakości życia ze względu na jej ADHD-typowe zachowania a sam nie mam sił wszystkiego ogarnąć w mieszkaniu. Zaczęliśmy wspólnie praktycznie codziennie zażywać leczniczej marichuany, bo mi daje ona ulgę i pozwala przemyśleć wszystko na innym poziomie niż na trzeźwo. Skupiam się wtedy na analizie moich zachowań, co pomaga mi lepiej zrozumieć siebie i moje zachowania.Niestety odbiło się to na moim życiu zawodowym, zacząłem żyć bardziej jej „stylem” życia i poświęcam jeszcze więcej siebie, tak aby żyć w spokoju i nie zranić jej, ani przyjaciół. Nie mam też na tyle dyscypliny wobec siebie, kiedy miałem gdy żyłem sam. Nie mam na tyle charyzmy, aby to egzekwować wobec kogoś i szukam jakiegoś złotego środka. Zacząłem z tego powodu jednak odczuwać przygnębienie, które maskuję przy niej.Tutaj wspomnę o terapii i tym co na niej usłyszałem od kogoś komu wytłumaczyłem obiektywnie (jak tylko mogłem) to wszystko ze szczegółami po innych rozmowach - musimy to wyjaśnić i przemyśleć „abym nie powtórzył schematu z przeszłości gdzie uciekałem w gry po tym jak ojciec stosował wobec mnie przemoc, a teraz żałuję zmarnowanego czasu”. I trochę otworzyło mi to oczy - wpadam powoli w ten sam schemat, czyli ucieczka w „bezpieczną strefę” która short-term zadziałała, ale zaczynam odczuwać, że sam mógłbym zrobić więcej rzeczy, o których ja sam marzę i przeżyć. Boję się, że na koniec i tak może to nie wypalić (albo wypalić), a ja zostanę z ręką w nocniku.Boli mnie, że w 2020 z powodu braku wystarczającej kasy (władowane 30k na leczenie zębów) nie udało mi się kupić mieszkania w stałe raty (a byłby to teraz wygryw), teraz ponownie ominął mnie program BK2 przez związek. Ona ma już mieszkanie, bo babcia spadła z rowerka i przy całym życiowym pechu, z nieba spadło jej mieszkanie w centrum miasta wojewódzkiego. Zaczyna mi być przykro, że z jej perspektywy trafiła na ideał, a ja tego nie odczuwam. W ekipie, która jest po ślubach pojawiają się żarciki o oświadczynach, ślubach a ja… zacząłem czuć, że nie mogę tego zrobić z czystym sumieniem. Mam teraz bezsenną noc, więc wylałem tutaj z siebie chociaż 20% tego czuję i może ktoś przeczyta te wypociny i powie co o tym sądzi z boku.Sporo przeszliśmy i „zainwestowaliśmy” w siebie i cholernie mi przykro gdyby teraz to wszystko poszło na marne. Ja to nawet finansowo, bo w sumie przez ten czas wiele razy dzięki mnie i tym, że zarobki mam >10k już właśnie ponad 10k ma u mnie długu przez wakacje i inne cuda, o których wie i ją trochę to przytłacza, a nawet czuje sie z tym źle, co nie ułatwia sprawy. A z drugiej strony mam przeczucie, że to odkładanie tego w czasie, a nie chcę marnować jej czasu. Czas nie działa na naszą korzyść. A przy okazji ja czuję, że chciałbym jeszcze pokorzystac z ostatnich przywilejów młodości.Co mogę zrobić - pozostać w dobrych stosunkach i zostajemy „w ekipie” z ładnymi uśmiechami (chociaż nie wierzę, że ona miałaby na to psychę). Co pozostaje? Rozstać się i udawać, że się nie znamy? Obawiam się rozłamu w grupie i tego, że ja zostanę „tym złym”. Tragicznie się z taką wizją czuję. #zwiazki #rozstanie #dziewczyna
314

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (1)
mirko_anonim
Opublikowane
A przy okazji ja czuję, że chciałbym jeszcze pokorzystac z ostatnich przywilejów młodości.Żeby się nie okazało że po początkowym zachłyśnięciu wolnością i zaliczaniem łatwych panienek zostaniesz z ręką w nocniku, kiedy będziesz chciał coś stałego i dotrze do ciebie że znalezienie dobrej, porządnej, wpatrzonej w ciebie dziewczyny wcale nie jest takie łatwe. Często docenienie tego co się miało jest dopiero po tym kiedy to stracisz.
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clq0i3rnh00970m1d6ykc1ozs

Dodane: 11 grudnia 2023 - 06:56:35
Opublikowane

Autor był widzianyponad 2 lata temu