Hej, pisze tutaj bo może ktoś też miał taki problem. Byłam w długim związku i po czasie stał się trudny. Mieliśmy na siebie zły wpływ i trzeba było się rozstać. Pomimo wszystkiego przez ten okres dużo rzeczy mnie cieszyło, znajdowałam szczęście w szczegółach, motywację, napęd, każde zrealizowane nawet drobne plany (np fajny spacer w ładnym miejscu) dawały nowe ładunki szczęścia. Wspominam bo uważam, że to ważne.Wyleczyłam się i poszłam dalej. Mam teraz kogoś innego. Początkowo było silne zauroczenie ale od kilku miesięcy coś się dzieje. Nie cieszą mnie drobne rzeczy robione z nim, czasami uciekam przed spotkaniami bo wolę być wtedy sama, nie czuje radości na myśl że ma przyjechać a czasami pojawia się nawet stres. Oceniając, ten związek daje mi dużo więcej okazji do tego aby czuć szczęście (wyjazdy, on się stara) ale ja tego nie czuje. Wręcz pojawia się wtedy smutek. Nie czuje tęsknoty, mam takie poczucie że jakby on zniknął to byłoby mi wszystko jedno ale oczywiście nie wiem jakbym wtedy zareagowała. Jak jesteśmy razem to czasami poczuje bliskość, radość itp ale to nie jest stale. Przeważnie przychodzi i szybko znika, pojawiają się jakieś negatywne emocje.Z ekstremalnych sytuacji to czasami miałam łzy w oczach, zdarzało mi się płakać w nocy jak nie widział z jego powodu. Niby nie zrobił nic ale coś powoduje ten ogromny smutnek, niepokój... Nie rozumiem tego. Czuję też często przy nim dziwne spięcie.Ratujcie radamiPs - wspominałam mu o tym ale mnie wtedy zatrzymywał. Już poniżej nic nie mówiłam bo nie chciałam mu robić przykrości ani huśtawki emocjonalnej. Teraz rozważam, myślę ale nie wiem co robić.#pytanie #zwiazki

