#anonimowemirkowyznania #mieszkania #nieruchomosci #bk2Ktoś tu parę dni temu pytał, dlaczego ktokolwiek kto ma zdolność miałby nie brać mieszkania w bk2%. I że ktoś kto tego nie robi to pewnie jakiś postrzelony. Już odpowiadam dlaczego, na swoim przykładzie.Mam 34 lata i mieszkam z różową w Warszawie. Oboje zarabiamy +/- 6k miesięcznie netto. Wynajem - prawie 4tys już wliczając wszystkie opłaty. Oszczędności razem +/- 150k.Ceny mieszkań w Warszawie są kosmicznie wysokie - minimum 13tys z metra za około 45m nawet na Białołęce czy Ursusie. To daje około 600-630k. Do tego garaż (konieczność w naszej sytuacji) + 30-40k. Uśrednijmy i dajmy 650k za same mieszkanie.Do tego doliczmy wykończenie + opłaty związane z kupnem.I teraz jak to pogodzić? Ślubu nie mamy, więc max zdolność 500tys. Same oszczędności wystarczą na pokrycie kosztu mieszkania, ale kupując go z garażem jesteśmy na kompletne zero. Bez poduszki finansowej. A gdzie jeszcze wykończenie i dodatkowe koszty? A gdzie właśnie chociaż mała poduszka finansowa?Zakup mieszkania jest dla mnie w tym momencie nierealny. Wolę mieszkać na wynajmie 50m2 niż kupić 30m i żyć jak karaluch. Czy czas pomoże? Nie wiem. Odłożyć się da max 1-2tys miesięcznie po uwzględnieniu kosztów życia. Po roku daje to 20tys.Finalnie wychodzi na to, że po prostu na mieszkanie nas nie stać. Przeprowadzka i porzucenie całego życia w Wawie też nie wchodzi w tym momencie w grę. Tak oto wygląda obecna sytuacja mieszkaniowa niestety. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to mocne parcie na awans lub ewentualny wyjazd za granicę, bo inaczej mieszkania się nie dorobimy.

