Ej, chuopy na #neet (ewentualnie #przegryw )Nie ma pośród was kogoś, kto dysponuje wolną chatą/piętrem domu i w zamian za opłacenie rachunków + jakiś okuratny, sprawiedliwy "czynsz", przyjąłby do siebie innych neetów? Lewica na zachodzie potrafi założyć taką komunę i jakoś funkcjonują. My jednak siedzimy w rozproszeniu, płacimy hajs za mieszkanie/pokój w dużych miastach, a musimy znosić normickich współlokatorów, którzy nami gardzą. Czemu przegrywy nie mogą zebrać się w kupę i wzajemnie sobie pomagać w problemach, czy w ogarnięciu się w życiu?Alternatywa to albo siedzenie z toksycznymi rodzicami i dokładanie się do rachunków, albo siedzenie w klitce z randomami w większym mieście i wydawanie prawie całej pensji na przeżycie. W obu przypadkach człowiek czuje się sam jak pies, choć w sumie przecież żyje wśród innych ludzi.

