Hej, pisze tu bo naprawdę nie mam gdzie się otworzyć.W tym roku 30stka i czuję że zmarnowałem sobie życie. Za dwa tygodnie wracam do Polski, rozstałem się z dziewczyną, związek prawie 6 lat ale od dawna się nie układało. Próbowałem rozmawiać, komunikować swoje potrzeby, być blisko, na końcu okazało się że niepotrzebnie. Zapomniałem o zdrowym egoizmie, pierwsze miejsce MY, potem dopiero JA i to chyba było największym błędem. Mam wiele żalu, ale tak naprawdę do siebie, najbardziej chyba żałuję wyjazdu za granicę. Miałem fajna pracę w zawodzie, lubiłem ja i byłem w nią niezły, praca z prowizją czyli jak ogarniales to mogłeś liczyć na naprawdę świetne pieniądze. Ale nie, miałem kryzys w związku z mieszkaniem w Polsce (kto nie ma) i wyjechałem po to aby ponad 3 lata spędzić na magazynach i fabrykach, ucząc się języka od zera, bez znajomych bez rodziny. Języka się nauczyłem, ale dalej nie potrafię nawiązać tu jakiś znajomości z lokalsami, z polakami nie ma szczęścia, nie pracuje z nimi więc głównie jest to polska patola z którą czasem mam do czynienia bo była różowa zadaje się z takimi koleżankami. Kasa? Mam auto i elektronikę na lata, do tego spokojnie na wkład własny więc tu chociaż nie było porażki ale też bez sukcesu.Ale najbardziej mnie przeraża ten powrót, w pl mam tylko rodziców z którymi mam ciężki kontakt, znajomi się wykruszyli, dosłownie mam jednego kumpla z którym jeszcze jakiś kontakt mam więc pewnie go wyciągnę na piwo, a potem zostaję mi chyba neet w piwnicy. Jestem w tym momencie straszliwie samotny, straszliwie nieszczęśliwy, bolą mnie zmarnowane lata w miejscu którego nie cierpiałem, boję się że powrót będzie taką samą męczarnia, tyle że za pół darmo #przegryw #emigracja

