Każda zmiana w życiu mnie przeraża. Każda. Życie mnie teraz przeraża. Ogarniacie, że przez 1,5 miesiąca rozmyślałem, czy na pewno potrzebuje kupić sobie nowe tshirty? Kupiłem od razu 6, dalem 300zł i teraz mam wyrzuty sumienia, że za dużo wydałem. I żeby nie było, zarabiam nawet nieźle, może nie 15k brutto, ale też nie 4k brutto. Lubię grać na kompie, ale już nie daję rady sobie z nowymi tytułami. Od marca zbieram się do jego wymiany. Mam zamiar sprzedać działkę, żeby kupić mieszkanie - to mnie tak zajebiście przeraża, że chyba na zawał pierdyknę zanim to się stanie. Jak mam tego dokonać, jak kupienie sobie głupiego tshirtu to wyzwanie? Teraz siedzę, piątek wieczór i się smucę. Tworzę ten wpis, sam nie wiem po co, słucham muzyki i myślę, o ile byłoby łatwiej, gdyby mnie po prostu nie było. Tylko, czy niebyt coś daję? Wciąż mam nadzieje, że mi się uda, że dam radę dojść do momentu w którym będę mógł sobie powiedzieć, że jest ok. Tylko tyle, nie mówiąc już o jakimś mitycznym szczęściu. Jednak to są wyznania, anonimowe, pewnie nikt nie oczekuje czytania tutaj smutów ponad 30letniego faceta. A może tu też się mylę? Sam nie wiem, nie wiem co robić i jak żyć. Najchętniej spędzałbym całe dnie leżąc w łóżku, załatwiając podstawowe potrzeby fizjologiczne i bezmyślnie marnując czas. Tak jest bezpiecznie, tak jest stabilnie. To taka autostrada do śmierci bez zbędnego ryzyka. Może warto jednak zaryzykować? Tylko w którą stronę? Idę wyjarać kilka szlugów, może zacznie mi się chcieć choć troszkę żyć.Dzięki, że przeczytałeś.#depresja

