Mam konto na wykopie prawie 20 lat, ale nie będę z mojego pisał, bo raczej łatwo mnie zlokalizować dla kogoś, kto chce. A nie chcę. Pewnie i tak za dużo do czytania, ale może komuś przyda się do jakichś rozkmin moja historia. Mam syna, 11, z kobietą, z którą byłem prawie dwa razy tyle. W sumie mówiąc „mam syna”, powinienem dodać „mam nadzieję, że to mój”. Long story short – związałem się z narcyzem level hard, obecnie ponad rok po rozstaniu i opieka naprzemienna. Ona zdradzała mnie praktycznie od początku znajomości. Ale to co się teraz odjebawszy, to taki scenariusz na lekutki thriller. Początki naszej znajomości to klasyczny lovebombing. Po dwóch latach ślub. Mój system wartości jest dość prosty – jeśli mówię, to tak jest i tak będzie. Dla mnie oświadczenie przy ślubie „na dobre i złe” miało wszelkie wymiary tych słów. I nie tylko o chorobę chodzi, ale w pewnym momencie powiedziałem dość (nie było to łatwe, bo co innego przysięgałem). Z perspektywy czasu i wiedzy, którą dziś posiadam mogę stwierdzić, że będąc wtedy niezaopiekowanym psychologicznie dorosłym dzieckiem alkoholika – trafiłem jej się idealnie. Nie chodzi o pantoflarstwo, raczej przejęcie systemu wartości i narzucenie swojej woli od początku. Mi to trochę było na rękę i traciłem czujność. Ufałem bezgranicznie, nawet gdy nie łączyłem kropek, to ona w twarz mówiąc mi, że przesadzam, przekonywała mnie, że jestem jedyny. I że ona potrzebuje przestrzeni.Dziś widzę, że wyjazdy z koleżankami, których notabene nigdy nie poznałem były tylko wymówkami. Kiedyś powiedziała przy jakiejś kłótni, że seks ze mną nigdy ją nie kręcił, i jest ze mną dla wygody. Dobrze zarabiam. Na początku przed pandemią jak młody oglądał film na jej telefonie wyskoczył sms z od jakiegoś typa. Z jednoznacznym wydźwiękiem. Skonfrontowałem. „Zaglądasz mi do telefonu?” to pierwsza odpowiedź jaką dostałem. Jakże klasycznie. Omówiliśmy i dla dobra dziecka, które wtedy przedszkolakiem - zostałem. I widzę, że chyba to dobrze, bo jestem dla niego ostoją normalności i spokoju. I odpowiednio ułożonym wzorcem mężczyzny.Dwa lata temu pojechaliśmy gdzieś w trójkę. Któregoś dnia młody mówi „tata, a wiesz, że mama nie pisze jednak z koleżankami, tylko z kolegą?”. Zamarłem. Sypiam z takimi nakładkami na oczy, by słońce nie raziło. Nad ranem nakładka mi się odsunęła i zobaczyłem, że wysyła całuski i serduszka jakiemuś typowi. Leżąc koło mnie. Podpatrzyłem jej wzór, zrobiłem zdjęcia korespondencji. Świat mi się skończył. Nie pojechałem na prochach od psychiatry, bo chciałem przeżyć świadomie wszystko. Tylko coś na sen brałem, bo pierwszy tydzień nie mogłem spać. Skonfrontowałem po powrocie do domu, by młody nie miał hardkorów poza domem, jego spokojną przestrzenią. Oczywiście „zaglądasz mi do telefonu?”. „Nic takiego nie miało miejsca”. Dopiero zmieniła narrację po tym jak pokazałem screeny. Po raz drugi dałem jej szansę. Również z mocną myślą o tym, że jest w stanie zabrać mi kontakt z dzieckiem. Czym zresztą raz zagroziła, gdy któregoś razu powiedziałem, że coś mi nie gra („jak tak, to zrobię wszystko, żebyś nie miał kontaktu z synem”). Mimo postawionych przezemnie warunków związanych z tym, że mamy oboje razem i każdy z osobna chodzić na terapię – ona po trzech wizytach powiedziała, że jej już jest to niepotrzebne. Zaangażowałem się w odbudowę związku. Przez rok organizując logistykę wspólnych randek, czasem wyjazdów kilkudniowych. Wróciły wyjazdy z koleżankami, albo wyjazd do kliniki do Warszawy. Przestałem łączyć kropki. Zajrzałem jej do telefonu i nic nie było prawdą. Typ, z którym wtedy była już ze dwa lata to jej kochanie, a ona niezłą tygrysicą w łóżku. Wyjebałem ją z chaty, szybko się zawinęła. Miesiąc później chciała wrócić. Ja już byłem mentalnie daleko. Opieka naprzemienna. Co tydzień. Młody zaczął wariować jak miał do niej przyjść. Rozwiązaniem było co dwa tygodnie. Lżej to przeżywa. Ale potrafi do mnie zadzwonić z płaczem, że mama na niego krzyczy i jest niemiła. Wiem dokładnie o jaką nią chodzi. Despotyczną, toksyczną, znęcającą się. Ale mam ręce związane, bo nie mam żadnych dowodów. A młody do mnie jak przychodzi to jest roztrzęsiony, i kilka dni zajmuje mi dojście z nim do spokoju. I tak w kółko Macieju. Tu byłby koniec historii, gdyby nie fakt, że zadzwoniła do mnie parę dni temu informując emocjonalnie, że „mówi o tym każdej bliskiej osobie” (sic!), że niestety spotykała się z psychopatą, który zagroził jej, że wszystko mi powie (sic!), ale przecież już nie jesteśmy małżeństwem, więc mam się z nim nie spotykać. Typ się ze mną skontaktował. Trochę więcej niż pół roku związku i kropki szybko przestały mu się łączyć. Zrobił śledztwo zakrojone na dużą skalę w mej opinii. Łącznie z dokumentacją bookingów, zdjęcia z wyjść niby z koleżankami, detektywistyczna w części robota. O ile na nią mam wyjebane, to okazuje się, że potrafiła wielokrotnie wyjść z domu w środku nocy, jak opowiekowała się małym człowiekiem, by ruchać się z różnymi typami w autach czy apartamentach. Młody sam w nocy w domu!!! Ona się rucha z innymi typami. Wracała nad ranem, by poprosić tego typa (który się teraz ze mną skontaktował) o pomoc, bo źle się czuje. Ona typowo zapatrzona na siebie, ja chcę wychowywać dziecko nawet sam. Jej zachowania są niebezpieczne i jako facet – nie mogę z tym nic zrobić. Nie wiem jakie dowody dostanę od typa. Wiem tylko, że opcje są dwie – albo napierdalanka w sądzie, albo coś, co sprawi, że to będzie jej decyzja. Skoro prawie dwie dekady z jedną kobietą, to praktycznie pół mojego świadomego życia. Ale nie myślę o tym okresie jako czymś straconym. Wolę o tym myśleć jako drodze, która pozwoliła mi patrzyć na świat bardziej świadomie, umiejąc identyfikować manipulacje w zalążku. Jestem po terapiach, raczej do będzie proces, który będzie trwał, bo fleszbeki z wietnamu mode on.Generalnie historia będzie miała jeszcze swój dalszy ciąg, jeśli kogoś to będzie interesowało, to zapraszam na #zagladalesmiwtelefon tam powinno się coś w swoim czasie jeszcze pojawić.

